<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Stowarzyszenie  &#34;Bractwo Więzienne&#34; &#187; Świadectwa</title>
	<atom:link href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/category/swiadectwa/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl</link>
	<description>ODDZIAŁ KUJAWSKO-POMORSKI</description>
	<lastBuildDate>Sun, 15 Jan 2012 22:11:10 +0000</lastBuildDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.8.5</generator>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>Owoce zebrałem po Mszy świętej&#8230; świadectwo Piotra</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/09/owoce-zebralem-po-mszy-swietej-swiadectwo/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/09/owoce-zebralem-po-mszy-swietej-swiadectwo/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 06 Sep 2011 20:27:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Dni Skupienia]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=3460</guid>
		<description><![CDATA[Już tradycyjnie we wrześniu &#8220;Bractwo Więzienne&#8221; wraz z Odnową w Duchu Świętym, w ramach przygotowania do Odpustu w    bydgoskiej Katedrze, uczestniczy w  Eucharystii oraz w modlitewnym czuwaniu, przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Pięknej Miłości. W spotkaniu uczestniczyło oprócz wolontariuszy 13 osadzonych z OZ AS w Bydgoszczy &#8211; recydywistów. Przeżycia duchowe
w Katedrze, mały spacer po Starym Mieście [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><em><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2011/09/Katedra-17.JPG"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-3476" title="Katedra 17" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2011/09/Katedra-17-150x150.jpg" alt="Katedra 17" width="150" height="150" /></a>Już tradycyjnie we wrześniu &#8220;Bractwo Więzienne&#8221; wraz z Odnową w Duchu Świętym, w ramach przygotowania do Odpustu w    bydgoskiej Katedrze, uczestniczy w  Eucharystii oraz w modlitewnym czuwaniu, przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Pięknej Miłości. W spotkaniu uczestniczyło oprócz wolontariuszy 13 osadzonych z OZ AS w Bydgoszczy &#8211; recydywistów. Przeżycia duchowe<br />
w Katedrze, mały spacer po Starym Mieście i agapa u Ojców Jezuitów, były wielkim darem dla naszych Braci za murami, którzy nie poznali wcześniej Bożej Miłości. </em><em><strong>  <br />
               </strong></em> <br />
W swoim dotychczasowym życiu wiodłem rozwiązły tryb życia. Nie ważne były wartości rodzinne a obcowanie z Bogiem zostawało gdzieś w tyle. W tamtych chwilach mojego życia, do których nie chcę wracać, kodeks złodzieja był dla mnie ważniejszy.<span id="more-3460"></span>Ważne dla mnie były rozrywki i uciechy życia &#8211; ku radości szatana. Koledzy, alkohol, kradzieże, zadawanie komuś bólu i oczywiście łatwe kobiety, były na porządku dziennym.  O rzeczach, które byłyby dla mnie lepsze (ale o tym wiem dopiero teraz), wcale nie myślałem. Zanim trafiłem do zakładu karnego, a było to 19.02.2009 roku, nie zastanawiałem się nad wieloma sprawami.Dopiero ten wyrok dał mi wiele do myślenia, ale to zasługa tego, że jakimś cudem poszedłem na „Arkę”, gdzie spotykam się z wolontariuszami „Bractwa Więziennego”. Razem uczestniczymy w Eucharystii, odmawiamy Różaniec, śpiewamy i poruszamy tematy wiary. Po kolejnych spotkaniach uznałem, że w moim życiu nic nie działo się złego bez przyczyny.  Dzisiaj jestem przekonany, że chcę żyć inaczej i jest to powód dla którego chodzę regularnie na spotkania.</p>
<p>Świadectwo Więźnia Piotra</p>
<p style="text-align: center;"> </p>
<p style="text-align: center;">Słowami nie potrafię wyrazić tego co czuję po tym jak  06.09.2011 roku poszliśmy w ramach organizowanych przez „Bractwo” wyjść do Kościoła i uczestniczyłem we Mszy wieczornej i modlitewnym czuwaniu. Samo bycie w Kościele po kilkunastu latach było dla mnie czymś nowym. Miałem wrażenie, że po całym ciele chodzą po mnie mrówki i serce mi waliło, tak jak by miało wyskoczyć z miejsca, w którym jest. Na dodatek ogarniał mnie pot, pociły mi się dłonie, stopy a w gardle jak bym miał wlany ołów,  kiedy myślałem, że zaraz będę czytał Modlitwę Powszechną ! Miałem taką ochotę podejść do Ani i powiedzieć, że ja nie dam rady  przeczytać publicznie tych kilku wersetów Modlitwy.</p>
<p style="text-align: center;">Dzisiaj wiem, że takimi myślami w tamtej chwili kierował mną szatan. I wiem jedno, że Bóg zwyciężył, bo bardzo w Niego wierzę. Ponadto nie myślałem, że wytrzymam trzy godziny  w  Kościele. Owoce zebrałem po zakończeniu Mszy świętej. Wychodząc czułem się jak bym miał skrzydła, byłem podekscytowany, czułem się jak dziecko, które dostaje coś nowego i smacznego, a przede wszystkim pragnącego więcej do jedzenia.</p>
<p style="text-align: center;"> Zgłosiłem się do Kapelana Więziennego z prośbą o przygotowanie mnie do sakramentów, ponieważ nie jestem nawet ochrzczony.</p>
<p style="text-align: center;">Dzisiaj wiem, że będąc bliżej Boga, modląc się  i  uczestnicząc we Mszy Świętej w więzieniu, jak i chodząc do Kościoła na wolności, będę innym człowiekiem, inaczej patrzącym na swoje życie.<br />
Utraciłem Wolność ale jestem wewnętrznie Wolny w Chrystusie.</p>
<p style="text-align: center;">Piotr</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/09/owoce-zebralem-po-mszy-swietej-swiadectwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Idź tam, gdzie Bóg prowadzi, Jego słowo głoś !</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/05/akceptuj-bracie-krzyz-bo-jestes-kawalkiem-chrystusa/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/05/akceptuj-bracie-krzyz-bo-jestes-kawalkiem-chrystusa/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 25 May 2011 21:49:51 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=3341</guid>
		<description><![CDATA[Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica ! Drodzy Bracia i Siostry !



Jezus &#8211; rys.Kazimierz Pawłowski


Na samym początku chciałbym bardzo serdecznie pozdrowić całe Bractwo Więzienne. Mam na imię Rafał, mam 25 lat. Przebywam obecnie w Zakładzie Karnym we Włocławku, odbywam karę 8 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Odbyłem już 6 lat kary.
Wychowałem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;">Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica ! Drodzy Bracia i Siostry !</p>
<div class="mceTemp" style="text-align: center;">
<dl id="attachment_3342" class="wp-caption alignleft" style="width: 226px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2011/05/Jezus.jpg"><img class="size-medium wp-image-3342" title="Jezus - rys.Kazimierz Pawłowski" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2011/05/Jezus-216x300.jpg" alt="Jezus - rys.Kazimierz Pawłowski" width="216" height="300" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">Jezus &#8211; rys.Kazimierz Pawłowski</dd>
</dl>
</div>
<p style="text-align: center;">Na samym początku chciałbym bardzo serdecznie pozdrowić całe Bractwo Więzienne. Mam na imię Rafał, mam 25 lat. Przebywam obecnie w Zakładzie Karnym we Włocławku, odbywam karę 8 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności. Odbyłem już 6 lat kary.</p>
<p style="text-align: center;">Wychowałem się w chrześcijańskiej, pełnej rodzinie. Mam młodszego brata (18 lat) i dwie  starsze siostry 26 i 29 lat. Mieszkaliśmy  w domu razem z rodzicami i dziadkami w miasteczku Aleksandrów Kujawski. Tam się urodziłem i wychowałem. Byłem  przez 4 lata ministrantem w kościele.  Od urodzenia towarzyszył mi Bóg w dobrych i złych chwilach życia. Moje pierwsze problemy pojawiły się w szkole podstawowej, gdzie złamałem koledze nos i miałem za to sprawę w sądzie dla nieletnich.<span id="more-3341"></span></p>
<p>Po tym incydencie wpadłem w bardzo złe towarzystwo, w którym były narkotyki, alkohol, nikotyna. Zacząłem palić papierosy, potem sobie popijałem i w końcu zażywałem narkotyki, żeby się przypodobać kolegom i koleżankom. Z początku byłem przeciwny temu by wziąć narkotyki ale po dłuższych namowach kolegów wziąłem i zapaliłem pierwszego skręta.</p>
<p>Tak właśnie zaczęły się moje problemy życiowe. Oddalałem się od Boga. Zacząłem palić codziennie, piłem alkohol i zacząłem szukać silniejszych wrażeń, zacząłem brać amfetaminę, piguły. Znalazłem się w piekle- taka jest prawda. Narkotyki to jest piekło na ziemi, są najperfidniejszym wynalazkiem szatana -0 taka jest prawda. Narkotyk dużo obiecuje, absolutnie nic nie daje a zabiera wszystko. Najpierw zabiera godność, wiarę, honor a na końcu życie.</p>
<p>Gdy zacząłem uczęszczać do szkoły zawodowej w zawodzie „kasjer- sprzedawca”, piłem  i jeszcze więcej brałem amfetaminy. Chciałem z tym skończyć ale nie mogłem, to było silniejsze , brałem coraz więcej, staczałem się na same dno. Gdy się uczyłem, poznałem dziewczynę Edytę, którą pokochałem, chciałem rzucić branie dla niej i mojej rodziny, gdyż bardzo cierpieli przeze mnie. Moja Mama modliła się z różańca co roku przy grobie Pana Jezusa przez całą noc by mnie dobry Bóg wyciągnął z nałogu. Miałem kiedyś taką sytuację. Zrobiłem awanturę i nie wróciłem na wigilijną kolację. Wszyscy mnie szukali. Uważałem, że oni mnie nie potrzebują, chciałem sobie odebrać życie zażywając kilkanaście tabletek psychotropowych bo nie dawałem sobie rady z nałogiem, który chciałem rzucić.</p>
<p>Robiłem coś w tym kierunku do ukończenia szkoły zawodowej. Oczywiście dzięki mojej Mamie kochanej zgodziłem się na terapię odwykową. Byłem tam tylko przez jeden miesiąc i uciekłem bo myślałem, że już sobie dam radę sam. Ale się myliłem, nałóg był silniejszy ode mnie, znów zażywałem. Modliłem się, chodziłem do kościoła  ale i tak popełniałem zło.  Źle czyniłem, gdy dostałem wezwanie do wojska, gdzie również miałem konflikt z prawem i brałem narkotyki.</p>
<p>Nie zważałem na pomoc mojej Mamy i dziewczyny czy rodziny, która chciała dla mnie dobrze i wszystko czyniła w tym kierunku, żebym przestał brać, modlił się, jeździł na pielgrzymki. Załatwiali mi rozmowy z terapeutami, księżmi, a ja uważałem, że sam sobie poradzę, okłamywałem ich, czego teraz bardzo żałuję. Gdy skończyłem służbę wojskową urodziła mi się córeczka Weronisia. Wtedy obiecałem sobie, że nie będę brał, ale nie wytrzymałem. Straciłem wszystko co najbardziej kocham, odsunąłem od siebie wszystkich, którzy mnie kochali, a to wszystko przez narkotyki. Trzy miesiące po urodzinach córki trafiłem do zakładu karnego, gdzie przebywam już 6 lat, jak wspomniałem wcześniej. Dzięki modlitwie mojej Mamy, dziękuję Bogu, że jestem tutaj, gdyż jestem wolny od nałogu narkomanii, alkoholu, nie palę papierosów, nawet kawy już nie piję.</p>
<p>Dzięki temu, że trwam na modlitwie, codziennie odmawiam Różaniec i Koronkę do Bożego Miłosierdzia, modlitwę do Ducha Świętego i nowenny. Codziennie rano w celi przez jedną godzinę i wieczorem odmawiam różaniec i Apel Jasnogórski z radiem Maryja, czytam Pismo Święte i dziękuje Bogu, że mnie nigdy nie opuścił i jest przy mnie w każdej chwili i godzinie. Tu zrozumiałem wiele i wiele się nauczyłem. Odbyłem terapię półroczną w ZK we Włocławku, która mi także pomogła. Jestem szczęśliwy, że mogę trwać w czystości, dzięki Bogu żyję i trwam. Nie byłem perłą, byłem okruchem łajna, dopiero teraz stałem się perłą i na tym polega cud, że perła zrobiła się z łajna. Dzięki temu trwam, że co tydzień przyjmuję Eucharystię, która mi pomaga normalnie żyć.</p>
<p>Wiem, że muszę modlić się westchnieniem za kogokolwiek, modlić się do Boga, który jest Żywym i Ostatecznym Bogiem Dobrym, brać w piersi westchnienie, energię dobroci, męstwa, cierpliwości. Wzdychać do lepszego świata i nie wyrzekając  się tęsknoty za lepszym światem muszę mieć nadzieję spoczynku ostatecznego w lepszym świecie. Ufać Bogu, wierzyć i nigdy się nie dać niczemu i nikomu od tej wiary odepchnąć. Czuję niezłomnie iż nie wolno mi nie wierzyć, że w całym obszarze życia jest miejsce na coś co jest najlepsze, co jest doskonale w sobie dobre, dobre czyli sprawiedliwe, sprawiedliwe czyli rozumne i miłosne, żywy ideał, a ta świadoma siebie wartość, to jest Duch, to jest Bóg. Ale żebym mógł być niesiony przez Boga, żebym Jemu pomógł siebie nieść muszę i powinienem ufać. Z Bogiem pracującym współpracować, dać się nieść tej myśli, że jest sens mego cierpienia i wszystkiego cierpienia, bo przez cierpienia do nieba.</p>
<p>Zrozumiałem, że mam obowiązek Boga przed siebie stawiać, być dla Boga, bo takie jest prawo Ducha, który jest Bogiem w nas. Trzeba wychodzić poza siebie, nie zasklepiać się w sobie, być obiektywnym, być bezinteresownym współpracownikiem Boga, który jest ideałem Piękna i Prawem Sumienia, skąd odblaski tego ideału przejrzystego jak światło padają w nasze sumienia. Teraz wiem, że siła naszego ramienia bezsilnego wzmaga się, kiedy Bogu ufamy, bo wtedy wzmaga się cierpliwość, zdolność naszego i mojego wytrwania. Ale cierpliwość muszę mieć zawsze, nawet w  niemocy najgorszej, w pustce śmiertelnej. Myślę, że cierpiąc krzyż cierpliwie i ochotnie spełniam jakiś odkup tajemniczy, za siebie czy za innych.</p>
<p>Akceptuj bracie Krzyż bo jesteś kawałkiem Chrystusa. Ufaj tak i przybij się do Krzyża jak On, który zgodził się na Krzyż aby płacić za drugich, za nas wszystkich, za ciebie i mnie.</p>
<p><strong>     „Tak wiec słuchaj człowieku, powstań i zajaśnij. Najlepsze lata należą jeszcze do ciebie. Wykonaj to zadanie teraz, zanim zgaśnie słońce, zadanie, któremu nie sprostali inni. Idź tam, gdzie Bóg prowadzi, Jego słowo głoś. W służbie miłości, nie dla własnej chwały. W Chrystusie znajdź odwagę, nadzieję i  światło. Idź do przodu i napraw to co złe. Nie uważaj czasu, który spędziłeś na czekaniu za czas stracony. Samo czekanie jest częścią procesu, pracy Boga nad doskonaleniem i nad przygotowaniem ciebie do dzieła, które Ci wyznaczył. Bóg nie tylko chce nas prowadzić i dać nam swoje błogosławieństwa, na których nam tak zależy, ale również chce pomóc nam w naszym chrześcijańskim wzroście, wzmocnić nasze zaufanie do siebie i do swojej mądrości i mocy. Odpowiedzią na to wszystko jest modlitwa. Nie ma lepszej metody na poznawanie Bożej Woli dotyczącej Twojego życia niż proszenie Boga o prowadzenie w podejmowaniu decyzji, które stoją przed Tobą. Jeżeli Bóg z nami, to któż przeciwko nam”.</strong></p>
<p style="text-align: left;">Drodzy Bracia będę zawierzał Was wszystkich  w Różańcu przez Matkę Bożą Panu Bogu, bo robicie dobrą robotę pomagając ludziom zagubionym i dlatego bardzo Wam dziękuję. Proszę o modlitwę za moją rodzinę, dziewczynę, żeby wróciła do mnie i córeczkę, którą bardzo kocham. Proszę o modlitwę, za mnie o wytrwanie w wierze, dla rodziców o zdrowie oraz dla skazanych z mojej celi. Mam nadzieję, że to co napisałem &#8211; dobrze  rozumiem.</p>
<p> Niech Bóg Wam błogosławi i chroni Was wszystkich od złego. Z Panem Bogiem<br />
                                                                                             <br />
Brat Rafał<a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2011/05/Jezus.jpg"></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/05/akceptuj-bracie-krzyz-bo-jestes-kawalkiem-chrystusa/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Więzień z celi numer 8 &#8211; świadectwo Adriana cz.1</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/05/wiezien-z-celi-numer-8/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/05/wiezien-z-celi-numer-8/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 May 2011 19:28:56 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[ZK Koronowo]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=2519</guid>
		<description><![CDATA[
Ja więzień z celi numer 8,
Poraz kolejny spoglądam zza krat,
Ja więzień z celi numer 8,
Patrzę na ten szary świat,
Na ten świat ogarnięty złem,
Ja więzień z celi numer 8
Spoglądam z zza krat,
I bez obawy Wam powiem,
 Dobrze jest jednać się z Bogiem.

Mam 30 lat, na imię mam Adrian. Nie powiem Wam, że za murami znalazłem Boga, bo tak [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><em><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/JPII-do-więźniów1.jpg"></a><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/JPII-do-więźniów.jpg"></a></em></strong></p>
<p style="text-align: center;"><strong><em><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/nadzieja.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2529" title="nadzieja" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/nadzieja-150x150.jpg" alt="nadzieja" width="150" height="150" /></a>Ja więzień z celi numer 8,<br />
</em></strong><strong><em>Poraz kolejny spoglądam zza krat,<br />
Ja więzień z celi numer 8,<br />
Patrzę na ten szary świat,<br />
Na ten świat ogarnięty złem,<br />
Ja więzień z celi numer 8<br />
Spoglądam z zza krat,<br />
I bez obawy Wam powiem,<br />
 Dobrze jest jednać się z Bogiem.<br />
</em></strong><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/nadzieja.jpg"></a><br />
Mam 30 lat, na imię mam Adrian. Nie powiem Wam, że za murami znalazłem Boga, bo tak nie jest. Odkąd sięgam pamięcią, to zawsze byłem osobą wierzącą. Tu za kratami odnalazłem właściwy tor,  którym mam podążać&#8230;<span id="more-2519"></span>Chociaż zawsze byłem osobą wierzącą to modliłem się jedynie w chwilach strachu, i zawsze to była chwila jak sam coś przeskrobałem i miałem ponieść tego konsekwencje. A całe zło, które we mnie siedziało, było już od najmłodszych lat we mnie, od najmłodszych lat !<br />
Historia mojej rodziny to jeden wielki koszmar. Pamiętam ja rodzice pili alkohol, w domu były nieustannie kłótnie, bójki itp. Ja i moje rodzeństwo musieliśmy patrzeć na to wszystko. Bardzo często za byle błahostkę byliśmy bici przez ojca, chociaż w moim przypadku zazwyczaj było zawsze trochę winy. Najczęściej byłem bity za kradzieże. Już w zerówce, czyli w wieku 6-ciu lat potrafiłem odczekać aż ojciec się upije do nieprzytomności. Ponieważ zawsze, ale to zawsze zasypiał przy stole, więc dla mnie była to dobra okazja aby wziąć mu ostrożnie z kieszeni parę groszy. Wołałem wtedy rodzeństwo i chodziliśmy wtedy po sklepach. Mogliśmy się wreszcie najeść porządnie, nawet było nas stać na jakieś zabawki. Później zawsze ojciec  dowiadywał się w jakiś sposób, że pieniądze które mu się nie zgadzały &#8211; ja mu ukradłem. Za ten czyn czekało mnie zawsze jedno – potężne lanie !!! Ojciec kazał mi przełożyć się przez krzesło, ręce i nogi  przywiązywał do nóg krzesła, po czym bił mnie kablem od żelazka. Nie życzyłbym tego nikomu, a byłem tak bity niejednokrotnie.</p>
<p style="text-align: center;"> Tygodniami chodziłem nawet na wagary, bo miałem pręgi od kabla na całym ciele. Matka się wyprowadziła do ojczyma, dwie moje siostry, żeby z nią zamieszkać musiały uciec z domu. Z ojcem i jego matką (śp. Babcią) zostałem ja i brat starszy ode mnie. Zaszły od tego momentu zmiany, ojciec stoczył się jeszcze bardziej, nic go nie interesowało chociaż pozornie wydawało się, że się zmienił mimo tego picia na lepsze. Zabrał nawet któregoś lata mnie i brata do rodziny nad morzem. Kupował nam więcej różności, ale były  to tylko momenty, bo potrafił się w domu nie pokazywać nawet do tygodnia.</p>
<p style="text-align: center;"> Przez moje dzieciństwo nie poszedłem nawet do Pierwszej Komunii Świętej razem z klasą. Nie zostałem właśnie dopuszczony przez wagary które, były nieraz konieczne. Zostałem przyjęty dopiero po roku, dzięki opiece i naukom religijnym Kochanej Cioci Irenki (w zasadzie obcej osoby), która pewnego dnia przyszła do domu i powiedziała, że będzie mnie przygotowywała do Pierwszej Komunii Świętej. Samą uroczystość niezbyt dobrze  wspominam, bo była tylko rodzina  ojca. Matka z siostrami nawet nie była w kościele, ale to chyba ze strachu przed ojcem i jego rodziną, bo popołudniu brat powiedział mi, że mam iść na chwilę do matki. Mieszkała parę domów dalej. Oczywiście wymknąłem się, dostałem prezent i pogadaliśmy.<br />
 Pewnego dnia zjawiła się policja chodziłem wtedy do czwartej klasy szkoły podstawowej. Zabrali mnie i brata, zawieźli do ojca, kazali się nam pakować. Okazało się że sąd przyznał opiekę nad dziećmi Matce. Po czterech latach rodzeństwo było razem. (Chociaż i tak się co dzień się widzieliśmy bo mieszkaliśmy parę domów od siebie).</p>
<p style="text-align: center;"> W późniejszym okresie matka dostała mieszkanie z urzędu większe od tego co miał ojczym. Nowa ulica, nowi koledzy, nowe możliwości. Pierwsze starcia z policją, kradzieże, bójki. Zaczęło się dla mnie nowe życie. Byłem już coraz starszy, zacząłem być tzw. wychowankiem ulicy. Ulica zaczęła mi pokazywać co to jest życie. Im gorzej się to „życie” kończyło, tym bardziej mnie fascynowało. Zaczął wchodzić w życie moje alkohol i wąchanie kleju. Z kleju szybko zrezygnowałem, został tylko alkohol i coraz większe staczanie się na drogę zła. Mało tego, że byłem już dość zdemoralizowany, to jeszcze zaczęliśmy z kolegami skinować. Łyse głowy, ciężkie buty&#8230; Coś nowego,  ale to „coś” niosło za sobą coraz większą przemoc.</p>
<p style="text-align: center;"> Przyszedł okres gdy miałem lat 16-ście. Wyprowadzka z matką na wieś. Zmarł mój dziadek, a babcia potrzebowała opieki, dlatego matka musiała się przeprowadzić, a ja jako najmłodszy z rodzeństwa i niepełnoletni, musiałem jechać z nią. Był to niezbyt udany etap mojego życia. Mała wieś za Szczecinem. Żadnej pracy, perspektyw, nic. Ale tam za to zacząłem na powrót chodzić do kościoła. Tam, jako osoba pełnoletnia poszedłem do bierzmowania.</p>
<p style="text-align: center;"> Lipiec 1999, poczta i &#8211; wreszcie korzyść z życia, spełnienie marzeń z lat dzieciństwa. Bilet do wojska ! Przebieg służby prawie idealny (prawie) Miałem nawet zostać w armii, złożyłem papiery,  przyjęte do służby nadterminowej, lecz jeden incydent z ostatniego poligonu w Drawsku Pomorskim, zaprzepaścił  wszystko…</p>
<p style="text-align: center;">Powrót do cywila? Postanowiłem założyć rodzinę. Powróciłem do mojego miasta, gdzie mieszkałem od urodzenia. Pojawiła się w moim życiu Kasia (moja żona), z którą praktycznie znaliśmy się od dawna, od dziecka. Żyliśmy w grzechu, bez ślubu. Urodziła się nam córka Wiktoria, lecz życie wystawiło nas na próbę. Żona z córką mieszkały u rodziców, ja bez pracy błąkałem się od siostry do siostry, po różnych sąsiadach. Z braku pieniędzy ponownie zaczęły się kradzieże i włamania. Z żoną i córką widywałem się po znajomych, bo obecni teściowie nie chcieli mnie po prostu znać. Bez pracy aby pomóc Żonie, by miała chociażby na mleko, musiałem coraz więcej kraść. Dopuszczałem się coraz poważniejszych kradzieży.</p>
<p style="text-align: center;"> Pierwsza nauczka, rok 2002 i sankcja ponad 7 miesięcy. Powrót na wolność z wyrokiem w zawieszeniu. Poprawa w zachowaniu żadna. 41 dni po opuszczeniu aresztu omal bym nie miał powrotu za kraty. Dzięki modlitwie na izbie zatrzymań w nocy, Sąd przydzielił mi jedynie dozór policyjny. Następne zawiasy ale i  próba wzięcia się w garść      i kolejna praca dorywcza.</p>
<p style="text-align: center;"> Początek 2003 roku był kluczowy. Pewnego dnia żona przyprowadziła mi z rana córkę do znajomych gdzie spałem, bo jechałem na wieś do matki i chciałem córkę wziąć ze sobą, żeby poczuła i zaznała życia na wsi. Lecz teściowa zagroziła żonie, że jak mi da córkę, to wyrzuci ją z domu i tak też się stało. Zacząłem się włóczyć z żoną i córką po znajomych. |Trwało to około czterech miesięcy. Oczywiście byłem bez pracy, byłem zmuszony kraść aby mieć z żoną i córką co zjeść. W trakcie tułaczki żona zaszła drugi raz w ciążę. Po trudach udało nam się wynająć mieszkanie od znajomego. Urodził się nam syn Kacper. Żona doszła nawet do porozumienia ze swoją rodziną tak, że trochę ze mną rozmawiali. Chociaż miałem wymarzoną rodzinę, to pracę miałem tylko dorywczą. Musiałem więc gdzieś dorobić, gdzieś tzn. znowu kraść. A żeby dobrze ukraść i było więcej pieniędzy, zacząłem brać amfetaminę, żeby móc iść kraść późno w nocy, gdy wszyscy śpią. Jakoś się nam żyło, aż w końcu przyszedł dzień, gdy dostaliśmy wymówienie i musieliśmy opuścić mieszkanie. Ona z dziećmi poszła do rodziców, ja znowu miałem tułaczkę.</p>
<p style="text-align: center;"> Na dobicie mojej sytuacji w grudniu 2004r. żona musiała się wyprowadzić z domu ale miała miejsce w MEDARZE, w domu samotnych matek. Po trzech miesiącach przenieśli Żonę z dziećmi do Gniezna do ośrodka CARITAS. W tym czasie ja nadal kradłem, bo nie mogłem znaleźć pracy. Codziennie jeździłem do żony i dzieci na tzw. gapę pociągiem. Latem 2005r. żonę z dziećmi znowu przenieśli do domu samotnej matki, tym razem  w Żołędowie. Tam miała być ok. pół roku i po tym czasie dostać mieszkanie.</p>
<p style="text-align: center;"> Na drugi dzień jak przywiozłem żonę do Żołędowa z samego rana zatrzymała mnie policja. Poszedłem za kraty. Z Bydgoszczy przewieźli mnie do Nowogardu. Tam właśnie doszło do mnie,  co to znaczy wiara w Boga i modlitwa.</p>
<p style="text-align: center;"> W trakcie tamtej odsiadki pewnego jednego dnia wracając ze spaceru, oddziałowy powiedział mi, że mieli telefon i kazali zadzwonić do szpitala. Wcześniej dali mi numer telefonu. Po odebraniu telefonu przez żonę dowiedziałem się, że mój syn choruje na nowotwór złośliwy. Miał guza w jamie brzusznej bardzo zaawansowanego. Lekarze dawali mu 13% na przeżycie. Jak  już wspomniałem wtedy dopiero otworzyłem oczy i na dobre zacząłem się modlić. Mam nawet jedną modlitwę którą odmawiam co wieczór od dnia dzisiejszego. Po moich modlitwach, Bóg pozwolił mi spędzić Święta Bożego Narodzenia w szpitalu, bo dostałem z Sądu 5 dni przepustki. W pierwszym momencie jak zobaczyłem syna mało nie zemdlałem, nie poznałem swojego syna. Takie były zmiany u niego po chemii. Zacząłem się mocniej modlić.  Syn wygrał z chorobą, chociaż jest pod ścisłą opieką lekarzy.</p>
<p style="text-align: center;"> Po opuszczeniu Zakładu Karnego. Dostałem wreszcie pracę normalną w chwili gdy syn leżał z żoną w szpitalu, a trwało to 1,5 roku. Córką opiekowała się moja teściowa. Dostaliśmy mieszkanie, pracowałem legalnie, teście mnie wreszcie zaakceptowali. W 2007 r. w pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia pobraliśmy się z żoną. Teraz żyjemy zgodnie z prawem kościelnym jak chce  Bóg.</p>
<p style="text-align: center;"> Zmieniłem kilka razy pracę. Jeszcze raz zdarzyły mi się małe kradzieże ale skończyły się dla mnie czasy kolegów, alkoholu, narkotyków. Jest tylko rodzina. Teraz gdy już mam życie poukładane Bóg pozwolił mnie posłać znowu piąty raz za kraty. Tak bynajmniej sobie tłumaczę, a powodem mego posłania jest to, żebym wyszedł i miał czyste konto i sumienie, aby nigdy tu już nie wracać. Zanim zacząłem tą odsiadkę Żona zaszła po raz kolejny w ciążę. Urodziła mi się córeczka, którą nazwaliśmy Zuzia. Ma obecnie niecały miesiąc.  Mamy teraz trójkę dzieci. Przez moje szare życie, które tak się potoczyło, wiem którą drogą mam iść. Chociaż jestem tu w zakładzie, nie martwię się o rodzinę, bo wiem że Bóg nad nimi czuwa.</p>
<p style="text-align: center;"> Ja osobiście czuję wsparcie Boga, rodziny  i znajomych. W trudnych momentach miałem bardzo duże wsparcie psychiczne od kochanej cioci Irenki, o której pisałem na początku. Od kiedy tylko pamiętam, nam pomagała i pomaga. Z kolei w więzieniu jest  Tomek, z mojego miasta i z mojej ulicy, który nieraz mnie wspiera i zawsze pomoże. Więc oprócz Boga mam wsparcie z wolności i tu z zakładu a wiara i modlitwa sprawiła, że ostatnio otrzymałem  pięciodniową przepustkę, dzięki której miałem rodzinę przy sobie i widziałem najmłodszą córkę. Teraz cierpliwie czekam aż będę mógł do nich wrócić &#8211; na dobre.<br />
 Swoje świadectwo chcę zadedykować osobom, które mnie namówiły do zrzucenia tego wszystkiego z siebie, do napisania tego świadectwa  i są moim wsparciem.</p>
<p style="text-align: center;"> To dla was Aniu, Tadziu, Ciociu kochana, Tomku, Andrzeju i Adamie</p>
<p style="text-align: center;">Niech Bóg ma was pod swoją opieką</p>
<p style="text-align: center;">Adrian &#8211; kolega spod celi.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/05/wiezien-z-celi-numer-8/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Janie Pawle II dla Ciebie ta pieśń&#8230;</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/04/janie-pawle-ii-dla-ciebie-ta-piesn/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/04/janie-pawle-ii-dla-ciebie-ta-piesn/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 26 Apr 2011 16:00:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Kowalski]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=2679</guid>
		<description><![CDATA[Piosenki, które płyną prosto z wieziennej celi, zostały skomponowane przez Tomka, który otrzymał szczególny dar w chwili śmierci Papaieża Jana Pawła II &#8211; ŁASKĘ NAWRÓCENIA. To wydarzenie miało miejsce w Areszcie Śledczym w Bydgoszczy &#8220;na kracie&#8221;. Swoje podziękowanie Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II &#8211; dziś już Słudze Bożemu, Tomek wypowiedział w wielu wierszach a także [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2685" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/10/Tomek4.JPG"><img class="size-thumbnail wp-image-2685" title="Tomek" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/10/Tomek4-150x150.jpg" alt="Tomek" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Tomek</p></div>
<p style="text-align: center;">Piosenki, które płyną prosto z wieziennej celi, zostały skomponowane przez Tomka, który otrzymał szczególny dar w chwili śmierci Papaieża Jana Pawła II &#8211; ŁASKĘ NAWRÓCENIA. To wydarzenie miało miejsce w Areszcie Śledczym w Bydgoszczy &#8220;na kracie&#8221;. Swoje podziękowanie Ojcu Świętemu Janowi Pawłowi II &#8211; dziś już Słudze Bożemu, Tomek wypowiedział w wielu wierszach a także wyśpiewał w piosenkach, których jest autorem zarówno słów jak i muzyki. Szczególnie ujmują za serce te pierwsze piosenki, skomponowane krótko po odejściu Papieża Jana Pawła II do Domu Ojca.</p>
<p style="text-align: center;"><a rel="attachment wp-att-2680" href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/04/janie-pawle-ii-dla-ciebie-ta-piesn/ojcze-swiety-3/">&#8220;Ojcze Święty&#8221; &#8211; muzyka i słowa Tomasz Kowalski </a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/04/janie-pawle-ii-dla-ciebie-ta-piesn/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Biłem, piłem i ćpałem&#8230;</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/01/swiadectwa-wiezniow-z-zk-w-koronowie/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/01/swiadectwa-wiezniow-z-zk-w-koronowie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 18 Jan 2011 19:02:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[ZK Koronowo]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=1597</guid>
		<description><![CDATA[



Witam Was Drodzy Bracia i Siostry w Jezusie Chrystusie
Chciałbym podzielić się z Wami moimi przeżyciami, które to doprowadziły mnie na samo dno. Mam 28 lat, obecnie odsiaduję kilkuletni wyrok za różnego rodzaju przestępstwa. Już jako mały chłopiec lubiłem robić różne rzeczy, najbardziej te niebezpieczne, pakowałem się w kłopot za kłopotem. Nigdy nie słuchałem ludzi, którzy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div class="mceTemp mceIEcenter">
<div class="mceTemp mceIEcenter">
<div id="attachment_3047" class="wp-caption aligncenter" style="width: 364px"><a rel="attachment wp-att-3047" href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/01/swiadectwa-wiezniow-z-zk-w-koronowie/tomek-z-siostra-po-mszy-sw-w-katedrze/"><img class="size-large wp-image-3047" title="Tomek z siostrą po Mszy św. w Katedrze" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/12/Tomek-z-siostrą-po-Mszy-św.-w-Katedrze-768x1024.jpg" alt="Tomek z siostrą po Mszy św. w Katedrze" width="354" height="489" /></a><p class="wp-caption-text">Tomek z siostrą po Mszy św. w Katedrze</p></div>
</div>
</div>
<p style="text-align: center;"><a rel="attachment wp-att-3047" href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/01/swiadectwa-wiezniow-z-zk-w-koronowie/tomek-z-siostra-po-mszy-sw-w-katedrze/"></a>Witam Was Drodzy Bracia i Siostry w Jezusie Chrystusie</p>
<p style="text-align: center;">Chciałbym podzielić się z Wami moimi przeżyciami, które to doprowadziły mnie na samo dno. Mam 28 lat, obecnie odsiaduję kilkuletni wyrok za różnego rodzaju przestępstwa. Już jako mały chłopiec lubiłem robić różne rzeczy, najbardziej te niebezpieczne, pakowałem się w kłopot za kłopotem. Nigdy nie słuchałem ludzi, którzy dobrze mi radzili, nie lubiłem  wykonywać poleceń przełożonych, czy też nauczycieli, rodziców. Uważałem, że sam wiem najlepiej co dla mnie dobre, chodziłem zawsze swoimi ścieżkami.</p>
<p style="text-align: center;"><span id="more-1597"></span>Do szkoły chodzić nie lubiłem, nieraz siedząc w klasie czułem się jakbym do niech wszystkich nie pasował, mówię tu o moich rówieśnikach.<br />
Miałem swoich kolegów poza szkołą &#8211; na ulicy i tam czułem się najlepiej. Z nimi miałem wspólne tematy do rozmów i zabaw. Nie pasował mi nigdy żaden porządek i obowiązki. Szybko stałem się egoistą i szukałem tego co sprawiało mi satysfakcję. Pamiętam jak mama tłumaczyła mi, żebym się uczył, bo co będę robił w przyszłości? Ja jej odpowiadałem: „Ja nie wiem, czy w ogóle dożyję do wieku dorosłego”. Starałem się zabić nudę i szarzyznę codziennego dnia.</p>
<p style="text-align: center;">Szybko rozsmakowałem się w alkoholu, gdzieś  w ósmej klasie szkoły podstawowej spróbowałem amfetaminy i tak już te dwa nałogi ze mną wędrowały. Zawsze szukałem czegoś do wypicia i do wyćpania. Następnie poznałem ludzi, którzy mają dostęp do narkotyków, ponieważ w tamtym czasie w moim miasteczku jeszcze ich nie było można dostać, trzeba było po nie jeździć do większych miast. Brałem tego trochę na sprzedaż ale większość tego wyćpałem wspólnie z kolegami. Nigdy na tym tak naprawdę nie zarobiłem, wręcz przeciwnie, zazwyczaj wychodziłem na tym na minusie. Wiadomo &#8211; na prochach nie zarabiają ci, którzy ćpają, a ja ćpałem naprawdę dużo. Kiedy miałem długi, musiałem coś ukraść, aby je spłacić. Jakoś zawsze z tego wychodziłem, ale tylko dlatego, żeby wpakować się w następne &#8211; takie błędne koło. Po alkoholu bywałem agresywny, zdarzało mi się kogoś pobić i tak właśnie trafiłem do aresztu &#8211; za pobicie spędziłem tam pięć miesięcy.<br />
Byłem już wtedy pełnoletni i po wyjściu nie byłem lepszym człowiekiem. Szybko wróciłem do swoich ulubionych zajęć. Robiłem wszystko to co przedtem tylko, że ze zdwojoną mocą. Tak mijało mi życie, areszt- kilka miesięcy w zamknięciu, wolność &#8211; ćpanie, alkohol, przestępstwa. To było moje całe życie. Tak naprawdę, to nie wiedziałem po co żyję, nie widziałem żadnego sensu w moim życiu. Stałem się totalnie niewrażliwy, znieczuliłem się na wszystko. Wydawało mi się, że to jest słabość wzruszać się i facetowi nie przystoi mieć jakiekolwiek skrupuły.  To już mnie zniszczyło do reszty. Przestałem rozróżniać co jest dobre, a co złe. Mało tego &#8211; doszedłem do takiego stanu, że zło czy dobro wydawało mi się tym samym, nawet potrafiłem nazywać zło dobrem i mówiłem, że to nic takiego.</p>
<p style="text-align: center;">Naprawdę można dojść do takiego stanu, że już się tego nie widzi. Każde zło można sobie wtedy usprawiedliwić, w jakiś sposób. Tak naprawdę, to strach przed trafieniem na wiele lat do więzienia powstrzymał mnie przed popełnieniem najgorszych zbrodni. Dziękuję Panu Bogu za to, że nikogo nie zabiłem. Wiem, że kilka krotnie Pan Bóg zatrzymał moją rękę przed popełnieniem strasznego czynu. Po kolejnym rozboju w moim wykonaniu zacząłem się zastanawiać poważnie nad tym, do czego jeszcze jestem zdolny. Pobiłem pewnych ludzi metalowym przedmiotem. Jestem pewien, że wtedy Pan Bóg zatrzymał moją rękę przed zadaniem za mocnego uderzenia.</p>
<p style="text-align: center;">Pamiętam, kiedy wziąłem zamach na jednego z tych ludzi &#8211; celowałem z głowę ale na chwilę przed tym uderzeniem coś mnie wyhamowało i to uderzenie doszło do głowy tego człowieka ze znacznie mniejszą siłą. Jestem tego pewien, że to ręka Boska uratowała tego człowieka przed śmiercią, a mnie przed dożywotnim więzieniem. Od tego czasu unikałem awantur i miejsc  o podwyższonym ryzyku, aby uniknąć tego typu zajść. Z czasem agresję przenosiłem do własnego domu, nie miałem nad sobą kontroli.</p>
<p style="text-align: center;">Pamiętam, jak pewnego razu pod wpływem narkotyków oddałem się szatanowi. Wypowiedziałem jakieś słowa, mało świadomie, ale to wystarczyło. Te słowa może nie były znaczące ale szatan już wcześniej miał mnie w swoich łapach, ponieważ oddawałem mu się w myślach.  Zacząłem być jedną chodzącą  nienawiścią. Ja już robiłem to, co chciał zły. W mojej głowie pojawiały się różne straszne pomysły. Niektóre z nich realizowałem, od niektórych się powstrzymywałem, nieraz potrafiłem przez długi czas głośno rozmawiać z kimś przez sen, krzyczeć. Miewałem straszne sny. Pamiętam jak pewnego dnia przeszkadzały mi moje własne ręce, czułem do nich wstręt, kładąc się spać. Włączałem telewizor i dopiero gdzieś około trzeciej rano wszystko się uspokajało i ataki złego ustawały. Przestraszyłem się tego, co się ze mną działo.</p>
<p style="text-align: center;">Pewnego razu znalazłem zakurzony obrazek Matki Bożej namalowany na płótnie i zawiesiłem go w swym pokoju ale to jak gdyby wzmogło ataki złego ducha. Nie dawał mi spać, szarpał mną, ryczał do ucha &#8211; prawdziwa bestia. Zacząłem się modlić ale on jak gdyby zduszał mnie, kiedy zaczynałem się modlić. Na tamten czas pamiętam tylko modlitwę Zdrowaś Maryjo i Ojcze Nasz. Próbowałem je odmawiać wieczorem ale w dzień i tak robiłem dalej to co mi się podobało. Jednak już od jakiegoś czasu takie życie, które prowadziłem przestawało mi się podobać. Wiedziałem, że to wszystko zaprowadzi mnie do piekła, zresztą już tutaj na ziemi tego piekła zasmakowałem. Pamiętam jak miałem sen, że jestem umieszczony w ogromnej maszynie do mielenia mięsa, a tą maszyną operował szatan. Nie widziałem go, po prostu czułem, że on stoi za sterami tej maszyny, a ja byłem w niej w połowie leja i od pasa w dół byłem już zmielony. Z maszynki wychodziło mięso, takie z jakiego robimy mielone. Szatan dawał mi do zrozumienia, że należę do niego i nie da się tego zmienić.</p>
<p style="text-align: center;"> W tym czasie poznałem kolegę Tomka, który podarował mi Pismo Św. i zaproponował mi, abym zaczął od Ewangelii ale ja jej nie czytałem, byłem za to szczęśliwy z tego, że Ją posiadam, Ucieszyłem się, że mi ją podarował, włożyłem ją do szafki. Nigdy wcześniej nie było tej Księgi w moim domu.  Przeczytałem może jedną stronę Ewangelii według Św. Mateusza ale nie miałem jeszcze siły, aby się oderwać od tego całego zła. To był czas, kiedy już byłem poszukiwany przez policję. Pomyślałem, że jak mnie już zatrzymają, to zabiorę Pismo św. ze sobą do więzienia.</p>
<p style="text-align: center;">Pewnego wieczoru położyłem się u siebie i zacząłem się modlić. Moja modlitwa była dosyć nieudolna ale jak umiałem, tak się pomodliłem. Pomyślałem sobie, że znowu nie będę mógł spać przez tego złego ducha Tego wieczoru było jednak zupełnie inaczej niż wcześniej. Zaczęło się dziać coś zupełnie innego, bo zamiast ataku zacząłem odczuwać przyjemne uczucia dobra, które wlewało się we mnie, jak gdyby to była cienka stróżka czegoś dobrego. Wtedy pomyślałem, że nigdy wcześniej nie czułem niczego podobnego. Zapytałem dosłownie: „Czy to Ty Boże ?” i wtedy to uczucie ciepła spłynęło na mnie całym strumieniem, to była odpowiedź bez słów. Już wtedy wiedziałem, że to uczucie pochodzi od Pana Boga. To było moje pierwsze, tak namacalne, spotkanie z Bożą Łaską.</p>
<p style="text-align: center;">Za jakiś czas, kiedy wracałem do domu po nocnych eskapadach, kilkanaście metrów od mojego domu ogarnęło mnie uczucie obecności Pana Jezusa. Poczułem nagle ogrom mojego grzechu i winy. Czułem się jak śmieć, zacząłem płakać       i pierwszy raz w życiu tak szczerze żałować za swoje postępowanie. Jednocześnie czułem, że Pan Jezus mi te winy przebacza. Nigdy nie zapomnę tego spotkania. Nie mogłem przestać myśleć o tym wydarzeniu. Poczekałem, aż się wypłaczę i poszedłem do domu. Nie myślałem wcześniej aby kiedykolwiek miało spotkać mnie szczęście. Zazwyczaj myślałem, że mam w życiu dużego pecha, a tutaj nagle czuję wiarę w Boga. To jest najwspanialsza rzecz, która mnie w mym życiu spotkała. Nie wiedziałem, że jestem tak przez kogoś kochany</p>
<p style="text-align: center;">Pan Jezus Drodzy Bracia i Siostry nas wszystkich tak bardzo kocha, że nie zdajemy sobie z tego sprawy. Najwspanialsze jest to, kiedy się wie, że się jest kochanym. Mąż żony często pyta: Czy kochasz mnie? Potrzebują, aby im powiedzieć: „Tak kocham Cię”, a Pan Jezus tak kocha, że można to poczuć całym sercem i ta miłość rozbraja i zmienia najbardziej zatwardziałe serce &#8211; nawet takiego grzesznika jak ja. Oczywiście po tym spotkaniu nie od razu zacząłem żyć normalnie. Byłem bardzo zniewolony przez narkotyki, alkohol, środowisko przestępcze ale to co wcześniej opisałem było najważniejszym wydarzenie w moim życiu i nie mogło mnie nie zmienić.</p>
<p style="text-align: center;"> Kiedy przyjechała do mojego domu policja, postanowiłem nie uciekać jak wcześniej, chociaż spokojnie mógłbym wtedy uciec, lecz nie chciałem. Pomyślałem, że i tak muszę odsiedzieć ten wyrok. Miałem zabrać ze sobą Biblię, ale jej nie wziąłem. Za to, kiedy trafiłem pod celę, jeden z kolegów ćwiczył sobie pompki na stoliku. Zauważyłem jak podkłada pod nogę od stolika jakąś książeczkę, aby mu się stolik nie chwiał podczas wykonywania ćwiczeń. Kiedy skończył, podniosłem ją i ze zdziwieniem odkryłem, że jest to Ewangelia i Dzieje Apostolskie. Zacząłem Ją czytać codziennie. Czułem powoli jak Słowo Boże działa we mnie i zaczyna mnie stopniowo zmieniać, zacząłem odczuwać opiekę Bożą.</p>
<p style="text-align: center;">Po przewiezieniu mnie do innego zakładu karnego zostałem osadzony w pewnym kolegą, który to podobnie jak ja czytał Pismo Święte. Mówił do mnie, że jak chcę, to mogę iść z nim na spotkanie „Bractwa Więziennego”, na Arkę. Odpowiedziałem mu, że z chęcią pójdę zobaczyć jak na takim spotkaniu wygląda  i poszedłem. Bardzo mi się tam spodobało. Uczęszczałem na te spotkania prawie trzy lata i nie opuściłem żadnego, bynajmniej nie przypominam sobie, abym któreś z tych spotkań opuścił. Z początku,  szczerze mówiąc,  nie miałem zaufania do naszego Kościoła Katolickiego ale to wynikało z braku wiedzy o tym wspaniałym Kościele. Dzięki naszej kochanej siostrze Ani i równie kochanemu bratu Tadeuszowi zacząłem chodzić również co niedzielę na Mszę świętą i wyspowiadałem się z całego życia.</p>
<p style="text-align: center;">Przyznam się, że aż trzy razy musiałem iść do spowiedzi. Tyle zła we mnie było, że potrzebowałem sporo czasu, aby to wszystko dobrze wyznać. Po mojej pierwszej spowiedzi nastąpiła eksplozja radości i chociaż byłem w więzieniu, to w ogóle nie czułem się uwięzionym. Po raz pierwszy poczułem się naprawdę wolny. Ogromnym skarbem w naszym Kościele Katolickim są Sakramenty, szczególnie Sakrament Pojednania i Eucharystii. Teraz wiem, że na zawszę chcę należeć do tego właśnie Kościoła. Jeszcze raz serdecznie Bóg zapłać Tadeuszowi, siostrze Ani i naszym Duchownym, którzy trudzą się i przychodzą do tego miejsca, aby nas wspierać.</p>
<p style="text-align: center;"> <strong>W dniu 8 grudnia br. w Uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny otrzymałem warunkowe zwolnienie z więzienia. Jestem pewny tego, że moje życie będzie wyglądać inaczej po opuszczeniu tych murów,<br />
ono już wygląda inaczej. </strong>  <br />
                       <br />
Dziękuję !  Zostańcie z Bogiem !<br />
 Chwała Panu !<br />
Wasz brat Tomek</p>
<p style="text-align: center;"> </p>
<p style="text-align: center;"> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2011/01/swiadectwa-wiezniow-z-zk-w-koronowie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cztery lata życia  z  „Bractwem Więziennym”&#8230;</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/12/droga-andrzeja-z-%e2%80%9ebractwem-wieziennym%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/12/droga-andrzeja-z-%e2%80%9ebractwem-wieziennym%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 28 Dec 2010 10:40:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[OZ AŚ Bydgoszcz]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=3023</guid>
		<description><![CDATA[MOJA  DROGA  Z  „BRACTWEM WIĘZIENNYM” na spotkaniach ARKI  W ZAKŁADACH KARNYCH
OD 2007 ROKU  DO  DZISIAJ.
Do Bydgoszczy na Toruńską przyjechałem 28 stycznia 2007 roku. Na OZ przyjechałem bez jakiś konkretnych planów. Przyjechałem – to przyjechałem, było mi obojętnie, gdzie będę.  Już pierwszego dnia dowiedziałem się, że przychodzę tu na spotkania  Bractwa Więziennego. Zacząłem się śmiać i [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: center;"><strong>MOJA  DROGA  Z  „BRACTWEM WIĘZIENNYM” na spotkaniach ARKI  W ZAKŁADACH KARNYCH<br />
OD 2007 ROKU  DO  DZISIAJ.<br />
</strong>Do Bydgoszczy na Toruńską przyjechałem 28 stycznia 2007 roku. Na OZ przyjechałem bez jakiś konkretnych planów. Przyjechałem – to przyjechałem, było mi obojętnie, gdzie będę.  Już pierwszego dnia dowiedziałem się, że przychodzę tu na spotkania  Bractwa Więziennego. Zacząłem się śmiać i drwić ze wszystkich, którzy tam chodzą. Tym bardziej, że dowiedziałem się, że chodzą tam chłopaki, których znałem z poprzednich Zakładów Karnych, którzy mieli takie same podejście do Kościoła jak ja. Mój sceptycyzm, wręcz złość na Boga, złość na ludzi  i wszechogarniający ból po stracie córki był nie do opisania.<span id="more-3023"></span>Po rozmowie z kolegami z Arki chcąc rżnąć  twardziela postanowiłem iść na spotkanie Arki tylko po to, żeby się z nimi pokłócić, żeby drwić z tych co przychodzą z zewnątrz, żeby ich „zagiąć”, żeby udowodnić im, że to co robią nie ma sensu, żeby ich obrazić, zniechęcić, żeby móc się tym chlubić by poczuć się lepiej.</p>
<p style="text-align: center;">Lecz jakie było moje zdziwienie, gdy na każdą moją docinkę w ich kierunku otrzymywałem uśmiech i dobre słowo. Na każde nawet najgłupsze pytanie w ich kierunku otrzymywałem wyczerpującą odpowiedź. I ten spokój, który aż emanował z Ani i Tadka, gdy wtedy to po raz pierwszy usłyszałem Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Nawet przez myśl mi wtedy nie przeszło, że będzie to nierozłączna moja ulubiona Modlitwa, którą będę praktycznie codziennie odmawiał.</p>
<p style="text-align: center;">Po zakończeniu spotkania z Arką wróciłem do siebie do celi. Na zewnątrz chlubiłem się  a raczej wmawiałem sobie, że byłem taki twardy, nieugięty, że pokazałem im, że to co robią nie ma sensu. Ale gdzieś w środku wewnętrznie czułem się jak trędowaty i chyba wtedy zakiełkowało maleńkie ziarno zasiane przez Bractwo Więzienne, Ziarno Wiary i Miłosierdzia Bożego.</p>
<p style="text-align: center;">I tak walcząc z samym sobą czy iść na kolejne spotkanie, czy też nie iść, nadszedł dzień spotkania z Bractwem Więziennym. Coś mnie powstrzymywało przed tym aby nie iść. Wymyślałem sobie sam miliony powodów, zajęć aby tylko nie iść. Nie wiem jakim sposobem, ale przełamałem się i znalazłem się na spotkaniu  z Bractwem  Więziennym. Wtedy zdałem sobie sprawę z tego, że diabeł istnieje naprawdę, że to on nie chciał dopuścić do tego bym poszedł na spotkanie z Bractwem, bym za ich pomocą z powrotem wszedł na ścieżkę, która prowadzi do Boga, do Kościoła. Bo wiedział, że gdy będę chodził na spotkania Arki i czynnie uczestniczył we Mszach Świętych  on straci nade mną władzę i tym samym jego największa sztuczka, jego największe kłamstwo spali na panewce – wyda się, że on istnieje.<br />
Chyba czysta przekora czy też pycha nie pozwoliła mi się przyznać do tego, że maleńkie źdźbło wiary zakiełkowało w moim życiu.</p>
<p style="text-align: center;">Po spotkaniu z Bractwem Więziennym Arka w sobotę poszedłem przed Mszą Świętą do spowiedzi. Kapelanem, jednocześnie spowiednikiem był młody ksiądz, który podczas spowiedzi i zaraz po  niej rozmawiał ze mną jak normalny człowiek, bardziej, jak kolega, przyjaciel a nie jak ksiądz. Nie było w jego słowach żadnego umoralniania, potępienia. Mnie urzekła jego prostota, prostolinijność, był taki swój, ciepły człowiek, który umiał słuchać.<br />
   Kilka dni przed wyjściem na wolność udaliśmy się na spotkanie z okazji Dni Kultury Chrześcijańskiej poświęconych naszemu Papieżowi Janowi Pawłowi II Wielkiemu do Katedry w Bydgoszczy. Tam  uczestniczyliśmy wszyscy we Mszy Świętej .I co mnie naprawdę urzekło, zdziwiło to to, że Mundek z Ostródy, którego znałem z innych zakładów karnych i nie tylko, zatwardziały recydywista, gangster o których się mówi w slangu więziennym „sztywny chłopak”, on przed Mszą Świętą, przed szerokim gremium ludzi świeckich, księży, Księdzem Biskupem, szefostwem okręgowej służby więziennej, osadzonych, dodatkowo w obecności swojej Mamy, mówi przez mikrofon swoje świadectwo. W tym świadectwie odsłania całe  swoje życie.</p>
<p style="text-align: center;">Najpierw czułem się „ogłupiały”, zastanawiałem się czy to jest gra z jego strony, czy też faktyczne przeistoczenie – cud. Gdy go zobaczyłem w Katedrze, gdy służył do Mszy świętej  moje niedowiarstwo gdzieś prysnęło i zacząłem zazdrościć mu odwagi, wytrwałości , uśmiechu na jego twarzy i spokoju.</p>
<p style="text-align: center;">Wtedy to, po uroczystej Mszy Świętej na poczęstunku u Ojców Jezuitów pożegnałem się z całym Bractwem Więziennym, w szczególności z Anią i Tadkiem, bo wiedziałem, że na drugi dzień wychodzę na wolność na warunkowe zwolnienie. Przyrzekłem, obiecywałem, że będę do nich dzwonił, że nie zerwę kontaktu z Bractwem.</p>
<p style="text-align: center;">Po wyjściu z OZ, po przyjeździe do domu rzuciłem się w wir pracy. To pracą chciałem zagłuszyć dręczące mnie pytanie dlaczego to wszystko spotkało mnie. Czy to ja byłem, jestem najgorszym grzesznikiem, czy to za swoje winy straciłem to co najbardziej kochałem – swoją córeczkę ?</p>
<p style="text-align: center;">Po blisko dwóch latach, przyszło mi odbyć resztę zasądzonej kary przyjechałem do ZK Koronowo.          I gdy na korytarzu zobaczyłem Anię i Tadka moje serce poczułem „na ramieniu” i nie do opisania radość.  Po dwóch latach znowu uczestniczyłem w spotkaniach Arki.  Lecz pytanie, które sam sobie zadawałem nie przycichło, wręcz przeciwnie nasiliło się i doszło jeszcze jedno. Dlaczego potrafię docenić wartość rodziny, wartość własnego dziecka dopiero wtedy, gdy to straciłem? </p>
<p style="text-align: center;">W Koronowie spotkania Arki odbywały się co dwa tygodnie. Żyłem od spotkania do spotkania, czekałem na Braci i Siostry z Bractwa jak na coś wspaniałego. Gdy przychodził dzień spotkania od południa nie mogłem już znaleźć sobie miejsca nie mogąc się doczekać spotkania z Nimi. Tak naprawdę to chyba wtedy zaczęło dochodzić do mnie co w życiu jest najważniejsze, co tak naprawdę się w życiu liczy. Chyba wtedy , tak naprawdę,  zacząłem się uczyć jak się modlić. Chyba wtedy zacząłem rozumieć słowa modlitwy. Nie była to już tylko jakaś tam formułka danej modlitwy wyuczona w dzieciństwie na pamięć przez rodziców. Przy każdej modlitwie, nawet krótkiej zacząłem  wierzyć, że poprzez modlitwę wyproszę to o co proszę.</p>
<p style="text-align: center;">Dotychczas dla mnie różaniec to była nudna modlitwa, bardzo długa, w której bez końca powtarza się zdrowaśki. Do momentu, gdy na jedno ze spotkań Arki przyszedł Budziaszek. Było to 30 listopada ubiegłego roku w dniu moich imienin. Sławny człowiek, perkusista zespołu Skaldowie, jednocześnie bardzo ciepły pan z bębenkami. Jego rozważania różańcowe i krótka i zarazem owocna historia z jego życia. W prezencie od Niego dostałem dwie książki: „Dzienniczek perkusisty” i „Różaniec perkusisty”. Po przeczytaniu ich a zwłaszcza książeczki „Różaniec perkusisty” moje nastawienie do różańca uległo zmianie. Jego rozważania każdej tajemnicy Różańca świętego  jest tak  realnie i zarazem mistycznie napisane, że odmawiając  Różaniec, rozważając daną tajemnicę można przeżyć, widzieć daną sytuację z tajemnicy różańcowej. Wtedy to chyba zrozumiałem, że nie koniecznie muszę odmówić cały Różaniec, nieraz wystarczy jedna tajemnica. Wtedy chyba uwierzyłem, że odmawiany różaniec jest niezawodnym sposobem łączności z naszą Matką, Matką wszystkich ludzi, Matką Boga i z Bogiem w Trójcy Jedynym, za pomocą którego można wyprosić łaski dla siebie i innych. Długo jeszcze po tym spotkaniu analizowałem słowa Budziaszka. Jego miłość  do Boga, do Matki Bożej była tak realna, wręcz fizyczna, okazywana praktycznie,  wręcz widoczna.</p>
<p style="text-align: center;">Zaraz po spotkaniu z Budziaszkiem wyjechałem na 3 tygodnie do Wejherowa  jako świadek. Po trzech tygodniach wróciłem i byłem na tzw. przejściówkach na oddziale zamkniętym. Na drugi dzień po przyjeździe poszedłem do telefonu. Wracając zobaczyłem, że oddziałowy zbiera  więźniów na spotkanie z Arką. Pomimo, że osadzonym z cel przejściowych nie wolno było uczestniczyć w żadnych spotkaniach, nie wiem czemu stanąłem  obok osadzonych, którzy szli na spotkanie Arki. Poszedłem  i ja. Nie wiem czemu, nie wiem jakim sposobem znalazłem się w Kaplicy, gdzie odbywały się spotkania Arki. Na to spotkanie przyszedł razem z Anią i Tadkiem Brat Tadeusz z Konina. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, nie przypuszczałem, że będzie to kluczowy, kulminacyjny moment mojego życia. Brat Tadeusz przedstawił swoje świadectwo nawrócenia po śmierci swojego syna. Wtedy wszystko zrozumiałem dzięki Bożemu Miłosierdziu. Wtedy to Duch Święty odpowiedział mi na dręczące mnie od lat pytania. Między innymi na pytanie, dlaczego zabrał mi moją córeczkę.</p>
<p style="text-align: center;">Na tym spotkaniu zrozumiałem, że Pan Bóg mi jej  nie zabrał. On mi ją oddał, tak naprawdę On mi ją zwrócił. Bo dzięki śmierci odnalazłem ją, odnalazłem moją córeczkę , której się wyparłem o którą się wcale nie troszczyłem przez 16 lat. To dzięki mojej Ani odnalazłem drogę do Boga, a także zrozumiałem, że dzięki śmierci mojej córeczki Ani związałem się ponownie z Iwonką, którą kiedyś skrzywdziłem. Że to Ania gdzieś wysoko u Pana Boga uprasza łaski dla mnie.</p>
<p style="text-align: center;">To dzięki świadectwu Tadeusza zrozumiałem, że to nie ja decyduję o sobie i z człowieka, który obrażał Boga swoim stylem życia, skłóconego z samym sobą, skłóconego z ludźmi, niewierzącego w nic, zmieniłem się w człowieka, który dzięki łasce Bożej przebaczył samemu sobie, który przebaczył zabójczyniom własnej córki i dzięki Miłosierdziu Bożemu pojednał się z Bogiem !</p>
<p style="text-align: center;">Po tym spotkaniu Bractwa Więziennego Arka nie mogłem znaleźć sobie miejsca. Cała złość, niepewność, żal, ból, gdzieś wszystkie te uczucia odeszły, stałem się jakiś inny, spokojniejszy. Odnalazłem w końcu po tylu latach tułaczki drogę, którą chcę kroczyć. Po powrocie na OZ wszystko zaczęło się jakoś układać. Po namowie Ani postanowiłem napisać własne świadectwo wiary.</p>
<p style="text-align: center;">Pisałem go długo, niejednokrotnie odchodziłem od kartki i z powrotem wracałem. Napisałem  i poczułem się lepiej. Po napisaniu świadectwa od Brata Tadeusza dostałem Pismo Święte i dwa tomy Liturgii  Godzin. Na pytanie czy będę czytał Biblię, trzęsącym się głosem powiedziałem, że tak i czy będę odmawiał codziennie „godzinki”. Bardzo się bałem, że nie podołam, ale dzięki Bratu Tadeuszowi wziąłem te Księgi i codziennie zacząłem odmawiać Liturgię Godzin i czytać Biblię. Dziś po upływie prawie dziewięciu miesięcy nie ma dnia bym nie odmówił Liturgii Godzin  i nie zagłębił się w wersetach Biblii. Nawet gdy z pracy przyjdę bardzo zmęczony, to po przyjściu bardzo mi czegoś brakuje i z chwilą zagłębienia się w modlitwie wszystko mija, całe zmęczenie.</p>
<p style="text-align: center;">W czerwcu po spotkaniu Arki przyszła Pani Kurator i wtedy to padła propozycja byśmy codziennie w Kaplicy odmawiali Różaniec razem z Bratem Tomkiem i jeszcze dwoma Braćmi  Józefem  i Jaszczurem. Zaczęliśmy codziennie o 18,20 chodzić do Kaplicy i odmawiać Różaniec. Po dwóch dniach zostałem tylko z Tomkiem. Nie zrażałem się tym, i tak codziennie zaczęliśmy odmawiać Różaniec. Moje nastawienie do życia uległo zmianie o 180 stopni. Stałem się innym człowiekiem, który śmiało patrzy w przyszłość, który twardo stąpa po ziemi. Ania i Tadek pokazali mi jak Jezus Najwyższy Kapłan  &#8211; Bóg, który jest do nas podobny a jednocześnie równy Bogu Ojcu, uniżył swe Bóstwo aż do człowieczeństwa a człowieczeństwo zaś wyniósł ku wyżynom Bóstwa. Pokazali mi jak należy radować się z Jego rozporządzeń.  I jak pisał święty Męczennik Biskup Cyprian „ o jakże szczęśliwe to więzienie rozjaśnione Waszą obecnością”.</p>
<p style="text-align: center;">Od chwili, gdy zaczęliśmy z Tomkiem odmawiać codziennie Różaniec wszystko zaczęło się układać. Wszystko co sobie zaplanowałem   praktycznie bardzo małym nakładem pracy, zachodu, wszystko się udawało i tak było z R3. Pewnego wieczoru pomyślałem, że fajnie by było, gdybym mógł jechać na R3, bym mógł chodzić na spotkania Arki co tydzień a nie co dwa tygodnie, jak w Koronowie. Nazajutrz, przyszła pora , czyli o 18,20 czas na Różaniec. Podczas, gdy odmawialiśmy Różaniec, pomodliłem się, poprosiłem o wstawiennictwo Matkę Przenajświętszą, o wstawiennictwo u Swojego Syna Jezusa Chrystusa bym mógł jechać na R3 do Bydgoszczy. Gdy wstałem rano coś mi mówiło wręcz pchało mnie do Wychowawcy. Gdy poszedłem, Wychowawca sam zaproponował mi R3. Ucieszyłem się i już wtedy wiedziałem, że Różaniec czyni cuda. Po tygodniu pojechałem do Bydgoszczy na R3. Zaraz po przyjeździe, dokładnie tydzień po razem z Bractwem Więziennym pojechałem na swoją pierwszą pielgrzymkę do Lichenia.</p>
<p style="text-align: center;">Do Lichenia przyjechaliśmy około godziny 11-tej. Najpierw pojechaliśmy do Lasku Grabińskiego do Małej Kapliczki, miejsca gdzie ukazała się Matka Najświętsza. Po wejściu do Kapliczki na sam widok  Kamienia, na którym po dziś dzień są odciśnięte stopy naszej Pani Matki nogi same stają się miękkie w kolanach i nie sposób nie uklęknąć. Gdy wszedłem do środka, uklęknąłem i fizycznie czułem obecność  Matki Przenajświętszej. Słowa modlitwy same cisnęły mi się na usta. Nigdy nie zapomnę tej wewnętrznej radości w głębi  serca, gdy powtarzałem słowa… Zdrowaś Mario, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławionaś Ty między niewiastami, i błogosławiony owoc żywota Twojego, Jezus.</p>
<p style="text-align: center;">Po nawiedzeniu Kapliczki  udaliśmy się do Bazyliki na Mszę  Świętą. Bazylika od zewnątrz przypomina Bazylikę Świętego Piotra w Rzymie. Zaraz po wejściu do Bazyliki nad głównym ołtarzem widnieje napis JESTEM-KTÓRY-JESTEM. Bardzo krótki napis ale jak wiele mówiący. Dźwięk organów wyrywa serce z piersi i czuje się je w gardle. Podczas uczestnictwa we Mszy  Świętej miałem odczucie w tym osobliwym miejscu, że mogę dotknąć Boga.</p>
<p style="text-align: center;">Wtedy zdałem sobie sprawę z paradoksu życia każdego grzesznika, że wtedy zaczynamy doceniać, gdy to tracimy i zdałem sobie sprawę  jak nędzne było moje życie bez Boga. Doszło do mnie, że cierpień tego życia nie można stawiać na równi z przyszłą chwałą w niebie. Miałem wrażenie jakby  łaska Boża wypełniła całą Bazylikę i wszystkich wiernych co było widać na twarzach wszystkich wiernych. Pomimo zadumy, powagi malowała się na twarzach wiernych radość z możliwości obcowania z Bogiem.</p>
<p style="text-align: center;">Po Mszy Świętej udaliśmy się na Golgotę. Odprawionej na Golgocie Drogi Krzyżowej nigdy nie zapomnę. Podczas przeżywania Drogi Krzyżowej modląc się na poszczególnych stacjach wspinając się zarazem do góry miałem wrażenie, że widzę Rany Chrystusa. Gdy zbliżyliśmy się do Komnaty Zdrady poczułem ogromny ból, że to między innymi ja za pomocą swoich grzechów, swojego niecnego życia przyczyniłem się do jej powstania. Najbardziej poruszyła mnie stacja 12 –ta – Ukrzyżowanie Pana Jezusa . Potężna ręka wychodząca z muru w wielkiej dłoni  trzymała młotek i wbijała gwoździe w Święte Dłonie Jezusa. Miałem wrażenie, że to moja ręka z mojego dotychczasowego życia wbija gwoździe w Dłonie Jezusa. A ta ręka i ten młotek to moje dotychczasowe życie.</p>
<p style="text-align: center;">Podczas Drogi Krzyżowej po raz pierwszy w życiu z siostrą Kasią i bratem Jackiem przeszliśmy odcinek Drogi Krzyżowej dla pątników na kolanach. Ofiarowałem ją mojemu bratu w wierze &#8211; Tomkowi, który razem ze mną  odmawia Modlitwę Różańcową w Koronowie.<br />
Po zakończeniu Drogi Krzyżowej udaliśmy się pod pomnik Jana Pawła II na spotkanie z panią Przewodnik, z którą udaliśmy się do Bazyliki na Koronkę do Miłosierdzia Bożego.   Niesamowite przeżycie. Potężny Dom Boży  i  ja w środku, nędzny grzesznik, urągający prawie przez całe życie Bogu słowem, myślą i uczynkiem a teraz powtarzam słowa Koronki:  DLA JEGO BOLESNEJ MĘKI , MIEJ MIŁOSIERDZIE DLA NAS I CAŁEGO ŚWIATA. To co czułem, nie umiem nazwać tego przeżycia, tej wewnętrznej radości, tego szczęścia.</p>
<p style="text-align: center;">Odwiedziliśmy jeszcze między innymi groby:  Pasterza Mikołaja, któremu trzykrotnie ukazała się Matka Boża w Licheniu niosąc wezwanie do zmiany życia i pokuty, oraz Żołnierza Kłosowskiego, któremu na pobojowisku pod Lipskiem Maryja darowała życie z prośbą o spełnienie misji – powieszenia w miejscu publicznym Jej wizerunku. I oto wizerunek  Licheńskiej  Pani z orłem na piersi zawisł na drzewie w Grabińskim lesie.</p>
<p style="text-align: center;">Wróciliśmy do OZ około 21,00. Ale tak naprawdę moja pielgrzymka nie skończyła się wcale. Bo nawet dziś po upływie blisko trzech miesięcy rozmyślam, analizuję każdą godzinę pielgrzymki. Była to moja pierwsza pielgrzymka ale na pewno nie ostatnia. Po pielgrzymce długo nie mogłem dojść do siebie, byłem jakiś rozbity wewnętrznie. Tak naprawdę to chyba wtedy rozpocząłem kolejny etap mojego życia, życia zupełnie innego, ważniejszego. Przede wszystkim mojego prawdziwego życia nie zaślepionego złością, żądzą zemsty. Gdy pisałem świadectwo o pielgrzymce wszystkie obrazy z całego mojego życia stanęły mi przed oczyma i wtedy zadałem sobie pytanie: jak długo będę jeszcze żył jak robal, który chce się stać krokodylem i czy ta ścieżka, którą teraz kroczę nie jest lepsza? Kiedy stając przed lustrem nie widzę w odbiciu robala tylko człowieka, któremu modlitwa, rozmowa z Bogiem sprawia przyjemność  i nieopisaną radość.</p>
<p style="text-align: center;">Po dwóch tygodniach po pielgrzymce  siostra  Ania zaproponowała mi  udział w konkursie czym dla mnie jest Adwent. Z wielką obawą, lękiem czy podołam, zgodziłem się. Tak naprawdę to chyba teraz, odbywając ten wyrok, tę karę pozbawienia wolności zrozumiałem czym naprawdę jest Adwent. Jak wielkie Miłosierdzie Bóg  wykazał dając nam Adwent. Zarazem jak wielkie zadanie nam wyznaczył. Jednocześnie dając nam Adwent dał nam szansę na poprawę, na zmiany na lepsze życie. Jednocześnie Bóg poprzez Adwent  &#8211; okres oczekiwania daje nam wiadomość, że nie ma ludzi straconych bezpowrotnie, pokazuje nam, że każdy się może zmienić. <br />
Napisałem, nie myśląc nawet, że ktoś zauważy moje bazgroły, gdy po kilku dniach dowiedziałem się,  że przychodzi pan Redaktor robić zdjęcia i że moja praca została wybrana. Byłem w szoku, gdy zobaczyłem swoje zdjęcie w Przewodniku Katolickim, poczułem się jakoś dziwnie nie wiem czemu. Zdałem sobie sprawę jak zmieniła mnie Modlitwa, jak zmieniło się moje życie odkąd zacząłem chodzić na spotkania Arki.</p>
<p style="text-align: center;">Nie wiem, być może to złudzenie, ale ja nigdy nie  lubiłem rozmawiać z ludźmi, tym bardziej nigdy nie rozmawiałem o sobie o swoim życiu, o troskach, zmartwieniach, o rodzinie, odczuciach. Teraz rozmawiam bez przeszkód , dużo więcej widzę i czuję. Przede wszystkim nie widzę w każdym człowieku wroga, jakiegoś stwora, tylko bratnią duszę. Przestałem osądzać, segregować ludzi na lepszych i gorszych, na „klawiszy” i innych. Jeszcze jedno bardzo ważne zawdzięczam Arce a zwłaszcza siostrze Ani  i bratu Tadkowi  bo to Oni nauczyli mnie modlić się za swoich wrogów i osoby mi  nieprzychylne. Co najważniejsze to modlitwa za takie osoby skutkuje w dwójnasób. To znaczy:<br />
Po pierwsze ja się lepiej czuję, nie  zżera  mnie złość, nerwy, nie robię sobie problemów a ta druga osoba po modlitwie jakoś zaczyna się inaczej, lepiej zachowywać co mogę poświadczyć imiennie. Teraz wiem jak dobrze jest żyć z Modlitwą na ustach. Mam dowody na to jak modlitwa pomaga  nie tylko mnie ale i tym za których się modlimy.</p>
<p style="text-align: center;">Żywym świadectwem na prawdziwość moich pisanych słów jest Tomek, z którym razem odmawialiśmy Różaniec. Właśnie dziś, gdy opisuję moją drogę   z Arką dowiedziałem się, że Tomek opuścił Zakład Karny w Koronowie, dostał wokandę. Pierwsze co mi przyszło na myśl , oprócz wielkiej radości to to, że jestem święcie przekonany, że w tym przypadku zadziałał Bóg i Matka Przenajświętsza, którą  Tomek tak bardzo ukochał.  Bo jak inaczej nazwać to co się stało. Koronowo, gdzie na warunkowe zwolnienie wychodzi dwóch na dwudziestu i co mają nie więcej jak dwa miesiące do końca  wyroku. A tu Tomek- osiemnaście miesięcy do końca, bardzo zła opinia środowiskowa, odwieszony wyrok. Czy nie jest to cud?  Czy bez przesady  w tym przypadku, można stwierdzić z czystym sumieniem, że była to ewidentna ingerencja Jezusa Chrystusa ?  Za co z całego serca podziękowałem Panu Bogu i w dalszym ciągu dziękuję.<br />
Dziś wiem, że to nie koniec mojej drogi z Arką, z wolontariuszami Stow.”Bractwo Więzienne”, tylko początek. </p>
<p style="text-align: center;">Ciąg dalszy nastąpi<br />
Szczęść  Boże<br />
Andrzej.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/12/droga-andrzeja-z-%e2%80%9ebractwem-wieziennym%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>W tym osobliwym miejscu dotknąłem Boga</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/10/w-tym-osobliwym-miejscu-dotknalem-boga/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/10/w-tym-osobliwym-miejscu-dotknalem-boga/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 07 Oct 2010 18:07:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[OZ AŚ Bydgoszcz]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=2716</guid>
		<description><![CDATA[Była to moja pierwsza pielgrzymka w życiu i nie wiem czy będę w stanie i czy będę umiał choć w części się z Wami podzielić wrażeniami z Lichenia. Do Lichenia przyjechaliśmy około godz.11–tej,  ponieważ najpierw pojechaliśmy do Lasku Grąblińskiego, do małej Kapliczki – miejsca, gdzie ukazała się Matka Najświętsza. Po wejściu do Kapliczki na sam [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<div id="attachment_2717" class="wp-caption alignleft" style="width: 160px"><a rel="attachment wp-att-2717" href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/10/w-tym-osobliwym-miejscu-dotknalem-boga/lichen-047/"><img class="size-thumbnail wp-image-2717" title="Andrzej" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/10/LICHEŃ-047-150x150.jpg" alt="Andrzej" width="150" height="150" /></a><p class="wp-caption-text">Andrzej</p></div>
<p style="text-align: center;">Była to moja pierwsza pielgrzymka w życiu i nie wiem czy będę w stanie i czy będę umiał choć w części się z Wami podzielić wrażeniami z Lichenia. Do Lichenia przyjechaliśmy około godz.11–tej,  ponieważ najpierw pojechaliśmy do Lasku Grąblińskiego, do małej Kapliczki – miejsca, gdzie ukazała się Matka Najświętsza. Po wejściu do Kapliczki na sam widok kamienia na którym po dziś dzień „odbite” są ślady stóp Matki Boskiej – nogi same stają się miękkie w kolanach i nie sposób nie uklęknąć. Gdy wszedłem do środka i uklęknąłem, fizycznie czułem obecność Matki Bożej, słowa modlitwy same cisnęły mi się na usta i nigdy nie zapomnę tej wewnętrznej radości w głębi serca. Dziś, dzień po powrocie z pielgrzymki czuję nieopisana chęć poczucia znowu tego uczucia wewnętrznej radości i bliskości z Bogiem i Matką Bożą.<span id="more-2716"></span>Po nawiedzeniu Kapliczki udaliśmy się do Bazyliki na Mszę świętą. Bazylika od zewnątrz nieznacznie przypomina Bazylikę Świętego Piotra w Rzymie. Zaraz po wejściu do Bazyliki nad głównym ołtarzem widnieje zresztą bardzo krótki napis, składający się z bardzo krótkich słów ale jakże wielkich, mówiących wszystko, JESTEM – KTÓRY – JESTEM. Dźwięk organów, który wyrywa serce z piersi i  czuje się je w gardle. Tam miałem odczucie podczas Mszy świętej, że w tym osobliwym Miejscu mogę dotknąć Boga.</p>
<p style="text-align: center;">Miałem odczucie jakby Łaska Boża wypełniła całą Bazylikę i wszystkich wiernych, co było widać po twarzach wszystkich zgromadzonych. Pomimo zadumy i powagi malowała się na twarzach wiernych radość z możliwości obcowania z Bogiem.</p>
<p style="text-align: center;">Po Mszy świętej udaliśmy się na parking do samochodu, gdzie po krótkim odpoczynku i posiłku przygotowanym przez „Bractwo Więzienne” udaliśmy się na  Golgotę.</p>
<p style="text-align: center;">Odprawionej  na Golgocie  Drogi Krzyżowej nie zapomnę,  póki będę żył. Podczas przeżywania Drogi Krzyżowej, modląc się na Stacjach, wspinając się jednocześnie na Górę, miałem wrażenie, że widzę Rany Zbawiciela. Gdy zbliżyliśmy się do Komnaty Zdrady, poczułem ogromny ból, że to między innymi ja, za pomocą swoich grzechów – swoich kłamstw, plugawych myśli i zdrad przyczyniłem się do jej powstania.</p>
<p style="text-align: center;">Najbardziej poruszyła mnie Stacja XII -  Ukrzyżowania Pana Jezusa, na której było widać potężną rękę wychodzącą z tłumu. Ta postać w ręku trzymała wielki młotek i wbijała gwoździe w Najświętsze Dłonie Jezusa. Miałem wrażenie, że to moja ręka, z mojego dotychczasowego życia, dopuszcza się tego niecnego, strasznego czynu, a ta ręka i ten młotek – to moje dotychczasowe życie. Podczas Drogi Krzyżowej po raz pierwszy w życiu, z siostra Kasią i Jackiem, przeszliśmy odcinek dla pątników na kolanach. Ofiarowałem ją mojemu Bratu w wierze, który razem ze mną modlił się w Koronowie – Tomkowi !</p>
<p style="text-align: center;">Po zakończeniu Drogi Krzyżowej udaliśmy się o godz.15.00 pod pomnik Jana Pawła II, na spotkanie z Panią Przewodnik, z którą rozpoczynając zwiedzanie udaliśmy się do Bazyliki na Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Niesamowite wrażenie. Potężny Dom Boży i ja w środku – nędzny grzesznik, urągający prawie przez całe dorosłe życie Bogu słowem, myślą i uczynkiem  – a teraz powtarzający – z Braćmi i Siostrami z Bractwa, Panią Przewodnik i współosadzonymi słowa Koronki: „DLA JEGO BOLESNEJ MĘKI MIEJ MIŁOSIERDZIE DLA NAS I CAŁEGO ŚWIATA”  To co czułem, nie byłem w stanie opisać, bo nie umiem nazwać tego przejęcia, tej zewnętrznej radości !</p>
<p style="text-align: center;">Po Koronce do Miłosierdzia Bożego, udaliśmy się do Muzeum, gdzie Pani Przewodnik opowiadała niesamowite historie o poszczególnych eksponatach, jak chociażby przy mundurze Generała Hallera, czy też przy pierwszej Biblii tłumaczonej na język polski z 1651 roku ! Po wyjściu z Muzeum zatrzymaliśmy się  na chwilę przy dębie papieskim o numerze 161. Po czym ruszyliśmy dalej i udaliśmy się do Kaplicy Świętego Krzyża, gdzie na głównym ołtarzu wisiał Krzyż z przybitym Chrystusem, podziurawionym faszystowskimi kulami. Znowu niesamowita historia, która porusza sumienie, gdy się ją słyszy i  jeszcze patrzy  na Zbawiciela poranionego w rękę, w twarz, tułów i nogi kulami zwyrodnialca. Przyszła mi myśl do głowy: Ile to razy JA strzelałem do żywego Jezusa, tyle, że nie kulami, a czynami, słowami, swoim życiem. Łzy same cisnęły się do oczu.</p>
<p style="text-align: center;">Następnie zobaczyliśmy różne historyczne miejsca Lichenia: kurhan choleryczny, czyli wspólną mogiłę zmarłych w wyniku epidemii cholery, przed którą przestrzegała Matka Boża, a wiele śmiertelnie chorych po nawiedzeniu cudownego obrazu Matki Bożej Licheńskiej  zdrowiało.</p>
<p style="text-align: center;">Nawiedziliśmy grób Pasterza Mikołaja, któremu trzykrotnie Matka Boża objawiła się w Licheniu, niosąc wezwanie do zmiany życia i pokuty oraz żołnierza Kłosowskiego, któremu na pobojowisku pod Lipskiem Maryja darowała nowe życie z prośbą o spełnienie  misji – powieszenia w miejscu publicznym Jej wizerunku. I oto Licheńska Pani z orłem zawisła na drzewie w Grąblińskim Lesie.</p>
<p style="text-align: center;">Z Kaplicy  udaliśmy  się pod Kościół Świętej Doroty, gdzie po krótkiej rozmowie rozstaliśmy się z bardzo miłą i elokwentną Panią Przewodnik.</p>
<p style="text-align: center;">My udaliśmy się z do Baru Emaus na posiłek. Po posiłku poszedłem z bratem Tadkiem po wodę do cudownego źródełka. Przez cały czas rozmawialiśmy o pielgrzymce i o Bogu. Po przyjściu wsiedliśmy do autokarów i wróciliśmy do Bydgoszczy. Można by powiedzieć, że na tym nasz pielgrzymka się skończyła. Nic bardziej mylnego !  Tak naprawdę  każda chwilę spędzoną w Licheniu i podczas podróży do Lichenia analizuję i przeżywam minuta po minucie. Przeżywam na nowo bliską obecność Boga i Matki Przenajświętszej. I jedno przyrzekłem Bogu i samemu sobie: przyrzekłem, że była to moja pierwsza ale na pewno nie ostatnia pielgrzymka do Lichenia.</p>
<p style="text-align: center;">Po wyjściu jadę tam podziękować za szczęście obcowania z Bogiem.</p>
<p style="text-align: center;">Najbogatszy człowiek  świata</p>
<p style="text-align: center;">     Andrzej Szlachtowicz</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/10/w-tym-osobliwym-miejscu-dotknalem-boga/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dzięki Bogu wytrzeźwiałem !!!</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/08/krzywdzac-innych-krzywdzilem-siebie/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/08/krzywdzac-innych-krzywdzilem-siebie/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Aug 2010 11:20:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[ZK Koronowo]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=2501</guid>
		<description><![CDATA[




art. malarz Kazimierz Pawłowski

 Dzień dobry i  Szczęść Boże !
Mam na imię Adam. Pochodzę z rodziny katolickiej, gdzie Miłości i Czułości nigdy mi nie brakowało. Moje    życie było całkiem normalne, żyłem z wiarą. Miałem różne marzenia i cele, widziałem sens życia. Miałem też   wspaniałą rodzinę i dzieci. Lecz w wieku 30 lat zaczęły się pojawiać coraz [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/bilde11.jpg"></a></p>
<div class="mceTemp"><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/człowiek.jpg"></a></div>
<div class="mceTemp">
<dl id="attachment_2534" class="wp-caption alignleft" style="width: 226px;">
<dt class="wp-caption-dt"><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/człowiek.jpg"><img class="size-medium wp-image-2534" title="art. malarz Kazimierz Pawłowski" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/08/człowiek-216x300.jpg" alt="art. malarz Kazimierz Pawłowski" width="216" height="300" /></a></dt>
<dd class="wp-caption-dd">art. malarz Kazimierz Pawłowski</dd>
</dl>
<p style="text-align: center;"> Dzień dobry i  Szczęść Boże !</p>
<p style="text-align: center;">Mam na imię Adam. Pochodzę z rodziny katolickiej, gdzie Miłości i Czułości nigdy mi nie brakowało. Moje    życie było całkiem normalne, żyłem z wiarą. Miałem różne marzenia i cele, widziałem sens życia. Miałem też   wspaniałą rodzinę i dzieci. Lecz w wieku 30 lat zaczęły się pojawiać coraz częściej problemy. Coraz więcej i częściej piłem alkohol. Z tego powodu zaczynałem coraz częściej tracić pracę. Moje początki picia dawały mi przyjemności, z upływem lat alkohol powodował  trudne chwile i problemy  w moim życiu. Zacząłem ponosić różne straty, nie tylko materialne. Alkohol robił spustoszenie. Pojawiały się coraz częściej problemy spowodowane nadużywaniem alkoholu, których sam nie potrafiłem rozwiązać i sobie z tym poradzić. Zaczynałem błądzić i gdzieś się w końcu zagubiłem&#8230; <span id="more-2501"></span>Wszedłem na złą drogę i coraz częściej zacząłem wchodzić w konflikt z prawem. Picie zacząłem stawiać na pierwszym miejscu, zapominałem o wszystkim i wszystkich, robiłem się egoistyczny.  myślałem tylko o sobie i o tym jaki ja jestem nieszczęśliwy i czemu wszyscy mają do mnie pretensje. Zapominałem o tym, iż moje picie przysparza różnych cierpień i że swym postępowaniem krzywdzę inne osoby. Coraz częściej pojawiały się uczucia złości, gniewu, żalu, smutku, coraz bardziej oddalałem się od Boga.Choć cały czas miałem nadzieję i wiarę czułem, że coś jest nie tak i że coraz bardziej spadam na dno. Coraz trudniej było mi się z tym pogodzić i samemu z tym poradzić, aż w końcu moje picie doprowadziło do tego, że zacząłem kraść. W konsekwencji tego wszystkiego po raz pierwszy  znalazłem się w więzieniu.Po opuszczeniu więzienia jeszcze raz podjąłem ryzyko, próbowałem picia kontrolowanego choć wiedziałem czym to się może skończyć. Nie  byłem przekonany co do swojej osoby. Skutek był taki, że zacząłem pić ciągami po kilka dni a nawet miesiąc. W końcu po raz drugi znalazłem się w Zakładzie Karnym. Te moje doświadczenia, wiedza i czas spędzony tutaj to przykry rozdział mego życia, życia w którym  zrobiłem sporo błędów. Nie chcę zaprzepaścić tego co dostałem od Boga, po raz kolejny jeszcze jednej szansy. Nie chcę zmarnować reszty swego życia, które mi zostało. Pragnę utrzymać to, co tutaj zyskałem – TRZEŹWOŚĆ. Pragnę z powrotem wrócić na właściwą drogę, którą kiedyś porzuciłem. Nie byłem dobrym ojcem dla swych dzieci, ale to nie znaczy, że nie mogę być dobrym dziadkiem dla swych wnuków.</p>
<p style="text-align: center;">Oddaliłem się od Boga, ale to nie znaczy, że On zostawił mnie. Cały czas dodawał mi siły i cierpliwie czekał. Był tak blisko w moim sercu a ja czasami szukałem tak daleko.</p>
<p style="text-align: center;">Ukończyłem w Zakładzie Karnym terapię alkoholową. Spotkałem tam wspaniałych ludzi, odświeżyłem swoją wiedzę dotyczącą choroby alkoholowej. Nadal chodzę na Mitingi AA, które teraz prowadzę. Po opuszczeniu więzienia pragnę dalej kontynuować leczenie, bo wiem, że tylko siła wyższa &#8211; Bóg i siła większa &#8211; czyli cała wspólnota AA jest mi potrzebna bym mógł dalej żyć w trzeźwości.<br />
Wiem też że program HALT i 24 godziny na dobę jest instrukcją opracowaną przez AA. Do tej pory jest to instrukcja, która nie zawiodła. Każdy kto jej przestrzega cieszy się życiem trzeźwym, bo nie zapomina nawet przez chwilę o swej chorobie.</p>
<p style="text-align: center;">Pisząc to świadectwo chciałbym pomóc ludziom, którzy mają ten sam problem co ja, czyli uzależnienie alkoholowe. Chciałbym,  żeby przede wszystkim ludzie pijący,  zwrócili  szczególną uwagę na to, że jest to uzależnienie alkoholowe. Chciałbym powiedzieć,  że choroba  ta jest podstępna i rozwija się niezauważalnie. W początkowej fazie nie powoduje jakichś większych strat lecz z upływem lat straty są coraz to bardziej widoczne i to  w  każdej sferze. Alkohol niszczy i zabiera wszystko co tylko jest możliwe, aż na samym końcu może zabrać wolność, godność, pozbawić zdrowia i uczuć, zniszczyć duszę i doprowadzić do przedwczesnej śmierci. Z tą chorobą można normalnie żyć i funkcjonować lecz warunek i droga jest tylko jedna – ZACHOWAĆ CAŁKOWICIE ABSTYNENCJĘ.</p>
<p style="text-align: center;">Ja zrozumiałem, że jestem osobą bezsilną ale żeby to wszystko zrozumieć niekiedy trzeba ponieść bardzo wiele strat. Czasami też trzeba dotknąć samego dna, aby w końcu to zrozumieć. Ktoś powiedział, że to nie jest  katastrofa wpaść do dołu, gorzej jest jeśli człowiek w nim zostaje. Dlatego ja mimo wielu swoich życiowych błędów i upadków cały czas próbuję i staję na nowo oraz myślę, że moje życiowe doświadczenie i wiedza dotycząca tej strasznej choroby bardzo wiele mi  w życiu trzeźwym pomogą.</p>
<p style="text-align: center;">Nie chcę zaprzepaścić kolejnej szansy, którą dostałem od Pana Boga. Wiem, że mam tylko jedno życie i chociaż resztę tego życia pragnę przeżyć  w trzeźwości i uczciwości. Pragnę też żyć z Bogiem a nie tak jak było to przez ostatnie lata. Chcę też w końcu dać coś od siebie. Moje trzeźwe życie w wiezieniu dało mi wiele do myślenia nad całym moim dotychczasowym życiem. Postępowaniem swym, zachowaniem i piciem skrzywdziłem wiele osób, ale również sam siebie. Tutaj dokładnie zobaczyłem ile przez moje picie straciłem. Tutaj zobaczyłem jak wielu ludzi przez alkohol ma problemy i cierpi.<br />
 <br />
Od tego czasu, gdy nie piję inaczej patrzę na świat,  ludzi i wszystko co mnie otacza. Moja dusza odżyła, jest inna i uczucia są inne. Od samego początku mego wyroku chodziłem do Kościoła i na spotkania “Arki”,  organizowane przez Bractwo Więzienne, gdzie także spotkałem wspaniałych ludzi. Tutaj przez całą swoją odsiadkę czytam Pismo Święte i uczęszczam na Mitingi AA, które jak wcześniej wspomniałem  prowadzę. Tutaj też postawiłem sobie pierwszy cel, żeby po opuszczeniu więzienia zachować trzeźwość i dalej kontynuować leczenie. Te moje pierwsze kroki są bardzo ważne.</p>
<p style="text-align: center;">Wiem doskonale, że wszystko zależy od mojej podjętej decyzji i mego racjonalnego myślenia, którego mi brakowało, gdy piłem alkohol oraz oparcia w Bogu. Po analizie swego życia i zrobieniu rachunku sumienia przyznałem się do błędów i do tego, że jestem chory na uzależnienie alkoholowe. Dziś się tego nie wstydzę, Bóg o tym wie, wie coś więcej, wie kim jestem. Dla mnie życie jest szkołą i oceny poprawić mogę zawsze.</p>
<p style="text-align: center;">Najważniejsze, żebym na koniec swego życia dostał świadectwo z podpisem:  JEZUS CHRYSTUS.</p>
<p style="text-align: center;">Adam   -   Zakład Karny Koronowo<br />
 </p>
</div>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/08/krzywdzac-innych-krzywdzilem-siebie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Po latach szkalowania… powróciłem do Kościoła Katolickiego</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/07/po-latach-szkalowania%e2%80%a6-powrocilem-do-kosciola-katolickiego/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/07/po-latach-szkalowania%e2%80%a6-powrocilem-do-kosciola-katolickiego/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 02 Jul 2010 19:00:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[ZK Koronowo]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=2480</guid>
		<description><![CDATA[
Mam 45 lat, pochodzę z niewielkiej miejscowości na Mazurach. W swoim życiu sięgnąłem dna moralnego. Moje praktycznie dorosłe życie było piekłem, które sam sobie zgotowałem i dziękuję Bogu, że dzięki Jego Miłosierdziu nie przekreślił mnie i nie pozwolił bym umarł w grzechu, bym do końca się zatracił !Urodziłem się w rodzinie katolickiej, gdzie moja mama [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/07/Andrzej-Szlachtowicz.jpg"></a><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/07/Andrzej.jpg"></a><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/07/Andrzej1.jpg"></a></p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/07/Andrzej1.jpg"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-2485" title="Andrzej" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2010/07/Andrzej1-150x150.jpg" alt="Andrzej" width="150" height="150" /></a>Mam 45 lat, pochodzę z niewielkiej miejscowości na Mazurach. W swoim życiu sięgnąłem dna moralnego. Moje praktycznie dorosłe życie było piekłem, które sam sobie zgotowałem i dziękuję Bogu, że dzięki Jego Miłosierdziu nie przekreślił mnie i nie pozwolił bym umarł w grzechu, bym do końca się zatracił !Urodziłem się w rodzinie katolickiej, gdzie moja mama dbała o wieczorną, wspólną modlitwę i  o nauczenie nas mnóstwa modlitw, które to pamiętam do dnia dzisiejszego.  Całe dzieciństwo układało się dobrze: skończenie szkoły, pierwsza praca itd.</p>
<p style="text-align: center;"><span id="more-2480"></span></p>
<p style="text-align: center;">Nadszedł jednak pierwszy okres próby, który oblałem z kretesem&#8230; W roku 1984 &#8211; miałem groźny wypadek, wskutek którego między innymi zostały mi amputowane palce obu rąk. Przeżyłem długi okres rekonwalescencji- rehabilitacji. W końcu w 1986 roku opuściłem szpital, zły na cały świat, a w szczególności na Boga, że tak mnie pokarał. Zwątpiłem w istnienie Boga, nienawidziłem sam siebie, a na efekty nie trzeba było długo czekać. Po dwóch miesiącach już siedziałem z wyrokiem pięciu lat pozbawienia wolności. W więzieniu moja frustracja i nienawiść do Boga rosła.</p>
<p style="text-align: center;"> Po opuszczeniu zakładu karnego poznałem Iwonę. Żyliśmy w grzechu. Po okresie trzech miesięcy dowiedziałem się, że jest w ciąży. Nie obeszło mnie to zbytnio, ponieważ byłem zapatrzony w swoją krzywdę, zaślepiony nienawiścią do Boga i często  odurzony alkoholem, w którym szukałem zapomnienia.</p>
<p style="text-align: center;"> Dzisiaj wiem, że w tym czasie szatan zaślepił mnie do tego stopnia, że nienawidziłem ludzi, Boga, siebie i wszystkiego co mnie otacza. Zaraz po narodzeniu się córeczki, moje drogi z Iwoną rozeszły się. Niedługo po tym dostałem kolejny wyrok i następne dwa i pół roku. Po opuszczeniu zakładu karnego wychodziłem z postanowieniem, że przestanę się użalać nad sobą i zacznę wszystko od nowa.</p>
<p style="text-align: center;"> Wyjechałem do Niemiec, gdzie mieszkałem i podjąłem pracę. Powodziło mi się nieźle ale wtedy jeszcze nie wiedziałem, że nie można zaczynać wszystkiego od nowa, nie odbudowując więzi z Bogiem. Przez cały czas obwiniałem Boga i omijałem kościół z daleka. Mama płakała, prosiła, nic to nie dawało. Szatan tak zaślepił mnie, że szkalowałem Kościół i księży, powtarzając, że o swoim losie decyduje sam.</p>
<p style="text-align: center;"> W 1995 roku przyjechałem na kilka dnia do Polski. Na drugi dzień  pobytu w domu na moich rękach umarł mi ojciec. Okaz zdrowia &#8211;  przyszedł z pracy, zjadł obiad i odszedł. Znowu żal, ból i ogarniająca wrogość do Boga. Nawet wtedy nie poszedłem do spowiedzi. Szatan znowu triumfował. Zaraz po pogrzebie ojca, wyjechałem do Hamburga. Tam zacząłem pić, zadawać się z szemranym towarzystwem. Byłem tak rozgoryczony, że nie zależało mi na niczym i na nikim. Tak po kolejnym roku próby odrzucenia Boga przyjechałem do Polski.</p>
<p style="text-align: center;">Przez cały okres od śmierci ojca znowu staczałem się coraz bardziej &#8211; na samo dno.  Nie było we mnie żadnego hamulca, żadnej odpowiedzialności. Byłem jak zwierze żądne zemsty na Stwórcy.</p>
<p style="text-align: center;">Popełniłem kolejny rozbój i tym razem otrzymałem wyrok sześciu lat. Przez cały pobyt w zakładzie karnym drwiłem, szydziłem z Kościoła i z tych ludzi co chodzili na Mszę świętą. Po roku pobytu w areszcie śledczym w Radomiu umarła mi mama. Znowu frustracja i gniew na Boga i tak minął mi wyrok sześciu lat. Po opuszczeniu zakładu karnego związałem się z kobietą, też katoliczką tylko z nazwy. Znowu zatraciłem się  w alkoholu, wszedłem w środowisko kryminogenne. Kolejny rozbój – no i wyrok cztery i pół roku więzienia.</p>
<p style="text-align: center;">Przyszedł 16 maja 2005 roku, dzień przed moimi czterdziestymi pierwszymi urodzinami. Zadzwoniłem do brata Darka i dowiedziałem się od niego, że otrzymał telefoniczną wiadomość od Iwony, że moja 16-letnia córeczka Ania została zamordowana. Nie uwierzyłem mu. Zacząłem kląć, wyzywać. Wziąłem numer do Iwony, zadzwoniłem sam – uwierzyłem w tragedię, gdy Iwona z płaczem potwierdziła śmierć Ani.</p>
<p style="text-align: center;"> Cały dotychczasowy ten istniejący i nieistniejący świat zawalił mi się na głowę. Całe moje plugawe życie w ułamku sekundy stanęło mi przed oczami. Chwila gdy odtrąciłem swoje dziecko, wszystko co kochałem i straciłem bezpowrotnie. Zacząłem płakać i nie chciałem dłużej żyć. Zacząłem rozmawiać z Bogiem, a raczej zadawać Mu pytania, na które otrzymałem odpowiedzi ale znacznie później. Zacząłem pytać - dlaczego mi to Boże robisz, dlaczego jesteś tak okrutny, dlaczego zabrałeś niewinną osobę &#8211; moją córeczkę, a nie zabrałeś mnie. Przecież to ja Cię obrażałem słowem i stylem życia, a więc dlaczego? Nie spałem całą noc, chciałem skończyć ze sobą.</p>
<p style="text-align: center;"> Na drugi dzień, nie wiem czemu, nie wiem jak ale poszedłem do więziennej kaplicy na Mszę świętą i jeszcze przed Mszą zacząłem rozmawiać z Księdzem. Wyznałem co leżało mi na sercu, ale nic mi to nie pomogło, nie poczułem ulgi. Wtedy Kapelan sam zaproponował mi, że odprawi Mszę świętą za Anię i zaproponował mi spowiedź. Pomimo wewnętrznych oporów zgodziłem się. Przystąpiłem do spowiedzi z marszu. Wyglądało to dość chaotycznie, a moja spowiedź była przerywana żalem, bólem i złością do Boga.</p>
<p style="text-align: center;">Spowiedź trwała długo. Po spowiedzi przyjąłem Chrystusa i poczułem prawdziwą ulgę. Miłosierdzie Boże zaczęło powolutku, bez rozgłosu kiełkować w moim sercu. Zacząłem uczestniczyć we Mszach świętych, zacząłem się modlić.</p>
<p style="text-align: center;">Po upływie trzech miesięcy przystąpiłem do Sakramentu Bierzmowania, osiem miesięcy po tym wziąłem ślub z Iwoną i zaraz po tym wyjechałem do Bydgoszczy, gdzie zetknąłem się z „Anką”. Tam, podczas spotkań Ania i Tadek tak naprawdę pokazali mi drogę do Boga, nauczyli mnie jak się modlić, ale wtedy nie umiałem przebaczyć tym dwóm dziewczynom, które zamordowały mi córkę i gdzieś w głębi serca nie umiałem wybaczyć Bogu, że mi ją zabrał. Oni nauczyli mnie modlić się  tzn. odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Z początku podchodziłem do tej modlitwy sceptycznie, ale zacząłem odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego w różnych intencjach. Dwa miesiące później opuściłem Zakład Karny.</p>
<p style="text-align: center;">Wszystko zaczęło się układać. Nie wiem jak to się stało ale szatan znowu zrealizował swój podły plan. Nie potrafiłem wybaczyć Panu Bogu, zapomniałem o modlitwie. Na efekty nie trzeba było długo czekać, stara sprawa wyszła na jaw i kolejny wyrok czterech lat. Gdy zostałem przewieziony do Zakładu Karnego w Koronowie i zacząłem się modlić, gdzieś głęboko w sercu poczułem, że dostałem kolejną szanse zbliżyć się do Boga i żyć jak człowiek według X Przykazań. Zacząłem gorliwie się modlić i chodzić na spotkania Arki, zacząłem znowu chodzić systematycznie na Mszę świętą i odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Prosiłem przez pośrednictwo siostry Faustyny i Najświętszej Marii Panny o ukierunkowanie mnie, o Miłosierdzie Boże dla mojej zmarłej córeczki.</p>
<p style="text-align: center;"> Na jedno  ze spotkań Arki przyjechał  brat Tadeusz z Konina, który przedstawił swoje świadectwo nawrócenia po śmierci dziecka i wtedy wszystko zrozumiałem - dzięki Bożemu Miłosierdziu. Wtedy to Duch Święty odpowiedział mi na dręczące mnie od lat pytania. Między innymi na pytanie &#8211; dlaczego zabrał mi moją córeczkę. Na tym to spotkaniu zrozumiałem, że Pan Bóg mi jej nie zabrał. On mi ją oddał, tak naprawdę mi ją zwrócił, bo dzięki jej śmierci odnalazłem swoją Anię, o którą wcześniej się wcale nie troszczyłem. Dzięki mojej Ani odnalazłem drogę do Boga a także zrozumiałem, że dzięki Ani związałam się ponownie z Iwonką, którą kiedyś skrzywdziłem. To Ania gdzieś wysoko u Pana Boga uprasza łaski dla mnie. To dzięki jej śmierci zrozumiałem, że to nie ja decyduję o sobie i z człowieka, który obrażał Boga swoim stylem życia, słownie skłóconego z samym sobą, skłóconego z ludźmi, niewierzącego w nic, zmieniłem się w człowieka, który dzięki Łasce Bożej przebaczył samemu sobie, który przebaczył zabójczyniom własnej córeczki i dzięki Miłosierdziu Bożemu pojednał się z Bogiem.</p>
<p style="text-align: center;"> Poczułem się wolnym człowiekiem, odzyskałem spokój. Dziś wiem, że Koronka do Miłosierdzia Bożego czyni cuda, bo takim namacalnym cudem Bożym jest moja przemiana. Jezu Miłosierny dziękuję Ci za Łaskę i za wszystkie dary.</p>
<p style="text-align: center;"> Jezu Ufam Tobie!</p>
<p style="text-align: center;"> Ufający Bogu Andrzej!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/07/po-latach-szkalowania%e2%80%a6-powrocilem-do-kosciola-katolickiego/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Artysta malarz Kazimierz Pawłowski</title>
		<link>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/01/jezu-ufam-tobie/</link>
		<comments>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/01/jezu-ufam-tobie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 01 Jan 2010 08:29:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Anna Stranz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Aktualności]]></category>
		<category><![CDATA[Byli więźniowie]]></category>
		<category><![CDATA[Kazimierz Pawłowski]]></category>
		<category><![CDATA[Media]]></category>
		<category><![CDATA[Piszą o nas]]></category>
		<category><![CDATA[Świadectwa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?p=1516</guid>
		<description><![CDATA[SURREALIZM SAKRALNY nowy album byłego recydywisty Kazimierza Pawłowskiego
Wywiad z Kazimierzem Pawłowskim &#8211; Radio VIA
www.kazimierz-pawlowski.eu
Przez 35 lat, nie znając Boga i wiary, szedłem przez życie kłamiąc, kradnąc i zabijając siebie alkoholem, lekami, narkotykami. Ceniłem tylko te wartości, które znajdują się na topie współczesnego świata… Czyniłem zło i zło zbierałem; do końca zakłamany, nie widzący swoich grzechów, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>SURREALIZM SAKRALNY nowy album byłego recydywisty Kazimierza Pawłowskiego<br />
<a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2009/06/wywiad-z-kazimierzem-radio-via.mp3">Wywiad z Kazimierzem Pawłowskim &#8211; Radio VIA</a></p>
<p><a href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2009/06/o-mnie.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-1515" title="Artysta malarz, poeta - były recydywista" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2009/06/o-mnie.jpg" alt="Artysta malarz, poeta - były recydywista" width="480" height="320" /></a><a href="http://www.kazimierz-pawlowski.eu">www.kazimierz-pawlowski.eu</a></p>
<p>Przez 35 lat, nie znając Boga i wiary, szedłem przez życie kłamiąc, kradnąc i zabijając siebie alkoholem, lekami, narkotykami. Ceniłem tylko te wartości, które znajdują się na topie współczesnego świata…<span id="more-1516"></span> Czyniłem zło i zło zbierałem; do końca zakłamany, nie widzący swoich grzechów, win i całej tej zgnilizny w sobie, uważałem, że wszyscy inni mnie krzywdzą, nie rozumieją i dlatego to zło mnie spotyka. Zacząłem nienawidzić świata, ludzi, a po jakimś czasie i siebie. W domu rodzinnym nie było Boga, jedynie ciągłe awantury pijanego ojca, z którym po pewnym czasie zacząłem wspólne picie. Zaszedłem w tym dalej od niego &#8211; osiągnąłem stan zaawansowanego alkoholizmu, ze wszystkimi stanami delirycznymi włącznie z paraliżami powodowanymi czasowym brakiem wszystkich używek. Doprowadziło mnie to do skrajnej degeneracji, czego przykładem może być następujące zdarzenie: będąc na głodzie alkoholowo-lekowym przyszedłem do domu i od schorowanej mamy (po operacji serca) próbowałem, po raz któryś z rzędu, wyrwać jej parę groszy. Wybuchła awantura, mama zasłabła. Karetka pogotowia zabierała mamę, a ja myślałem o tym, żeby jak najszybciej odjechała, żebym mógł wynieść co cenniejsze rzeczy i zamienić je na alkohol i leki. Któregoś dnia doszedłem do wniosku, że nie jestem już człowiekiem, ale chodzącym złem i zacząłem szukać śmierci. Sądziłem, że w te sposób znalazłbym rozwiązanie wszystkich moich problemów. Śmierć ojca, później mamy, przyspieszyła tylko mój upadek; pozostała rodzina (brat i siostra) pozamykała drzwi. Została mi więc samotność i włóczęgowski tryb życia &#8211; kanały, klatki schodowe, piwnice, dworce. Bezdomność, mój cień-kac, i pęd, pęd do zła, aż do zatracenia. Moje zdjęcia wisiały w sklepach, kawiarniach z podpisem “Uwaga, złodziej!” Napiętnowanie na maksa. Musiałem chodzić “kanałami”, bałem się dnia. Cały ten lęk i nienawiść do wszystkiego, co dobre zabijałem śmiercionośnymi mieszankami alkoholu i leków. Pijąc te “wynalazki” doszedłem do takiego stanu, , że niejednokrotnie leżałem brudny w centrum miasta, obojętnie gdzie, tam, gdzie mnie powaliło. Już nikt się do mnie nie przyznawał, bo byłem jak ścierka powalona w łajnie zła. Za swoje niecne czyny trafiałem do więzień. To były, paradoksalnie, chwile oddechu, ale i tam piłem i ćpałem. Któregoś dnia wyszedłem i za litr wódki kupiłem adres “meliny” &#8211; dom św. Brata Alberta w Świnoujściu. Poznałem tam inny świat: życzliwość, zrozumienie, modlitwy przy posiłkach. Wszyscy byli niby tacy sami jak ja, ale inni niż ja, bogatsi o coś, czego sam nie miałem, bogatsi o wiarę. Bałem się wejść do kaplicy domowej, gdzie odmawiana była Koronka do Miłosierdzia Bożego. Uważałem się za innego, dlatego też poszedłem do miasta, zrobiłem włamanie i wniosłem do tego domu alkohol i zło. Uważałem oczywiście, że dobrze zrobiłem, odwdzięczając się w ten sposób za gościnę. Jak bardzo się myliłem, przekonałem się po paru dniach kiedy zostałem aresztowany i w celi komendy policji zrobiłem rachunek sumienia zakończony próbą samobójstwa. Skasowałem się z życia przez powieszenie. Odratowano mnie i odwieziono do schroniska dla bezdomnych. Tam złorzeczyłem wszystkim, sobie też: &#8211; żyć nie umiesz i nawet zabić nie umiesz, co ty jesteś za bydle! Oberwało się też ratującym mnie lekarzom i policjantom. Wtedy usłyszałem pytanie Leszka, założyciela domu św. Brata Alberta &#8211; Kazik, chcesz jechać do Jezusa? To imię &#8211; Jezus &#8211; uderzyło we mnie z taką siłą, że powiedziałem &#8211; Chcę! Cały balast mojego grzesznego życia zostawiłem w Świnoujściu &#8211; 35 lat bagna i śmierci duchowej. Pojechałem do Lichenia, Kalwarii Zebrzydowskiej i Częstochowy. Wszędzie tam byłem po raz pierwszy. W licheńskim sanktuarium Matki Bożej, Bolesnej Królowej Polski, podczas drogi krzyżowej, przy grobie Jezusa usłyszałem wewnętrzny głos: &#8211; Uwierz, Ja jestem i kocham ciebie. Wszystko, na czym budowałem swoje dotychczasowe widzenie świata, runęło, a ja poczułem się pusty i brudny. Płakałem, długo klęcząc i trzymając rękę Chrystusa leżącego w grobie. Nie chciałem wyjeżdżać z Lichenia, chciałem tam zostać, ale musiałem wracać do rodzinnego miasta. Tam znów powróciłem do dawnego życia, znów piłem i czyniłem wiele zła. Jako niebezpieczny alkoholowy psychol i recydywista trafiłem do zakładu karnego. Otrzymałem duży łączny wyrok, ale ziarenko wiary zasiane w Licheniu zaczęło kiełkować.</p>
<p><a id="p17" class="imagelink" title="kazik2.jpg" rel="attachment" href="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/?attachment_id=17"><img id="image17" title="kazik2.jpg" src="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2006/11/kazik2.miniatura.jpg" alt="kazik2.jpg" align="left" /></a>Będąc w celi powtarzałem zasłyszane wcześniej zdanie: “Jezu ufam Tobie”. W tym czasie, w lokalnej prasie ukazała się seria artykułów szkalujących bezdomnych i schroniska, w których mieszkają. Przedstawiono je jako wylęgarnie zła, a mój przykład był podstawą do udokumentowania słuszności tezy. Zrozumiałem wtedy, że to ja jestem sprawcą zła i po raz pierwszy poczułem w sercu żal za swoje czyny, poczułem, jaką krzywdę swoim postępowaniem uczyniłem. Napisałem list przepraszający wszystkich bezdomnych i założyciela domu, Leszka. Poprosiłem o pozwolenie na powrót do schroniska, oczywiście po odsiedzeniu wyroku. Zamiast odpowiedzi pisemnej zjawił się u mnie sam Leszek. Wszedł do celi, przywitaliśmy się serdecznie, i powiedział &#8211; Synu, gdy wyjdziesz, wracaj do domu, czekamy! Świat zawirował mi ze szczęścia &#8211; dostąpiłem łaski osobistego przebaczenia od człowieka, którego wcześniej skrzywdziłem. Leszek przywiózł dla mnie prezenty: Ewangelię, modlitwy i książki religijne. Rzuciłem się na to wszystko, jak człowiek na pustyni, spragniony i wycieńczony, który odkrył wodę. W krótkim czasie wchłonąłem wszystko, a pragnienie było jeszcze większe. W wyniku wcześniejszego życia dało znać o sobie moje nadszarpnięte zdrowie. Właśnie w tym momencie, kiedy miałem w sobie już tę radość i nadzieję na lepsze jutro. Dostałem zapaści &#8211; reanimacja, potem wyjście na przerwę w karze ze względów zdrowotnych. W dniu 10 listopada 1992 roku bramy więzienne zamknęły się, a ja pierwsze kroki skierowałem do knajpy i całe moje przyrzeczenie dane Leszkowi, że wrócę do domu, poszło wniwecz. Znów przekreśliłem siebie. Alkoholizm to nie choroba, a zniewolenie demonami, które legionem atakują człowieka od środka i dążą do całkowitego jego unicestwienia. Dotarłem w końcu do domu. Pijany, jak ściera leżałem na korytarzu obok kaplicy i radykalnie chciałem ze sobą skończyć, ale bracia bezdomni zatrzymali mnie i zaprowadzili do Leszka, który chciał mnie widzieć w takim stanie, w jakim właśnie byłem. &#8211; Leszek, ty mi nie pomagaj, bo ja idę na zatracenie &#8211; powiedziałem. Wstał zza biurka, podszedł, przytulił mnie i powiedział: &#8211; Synu, witaj w domu. Dał mi nowe ubranie, pieniądze i kazał zostać w schronisku. Szedłem płacząc i wyrzucając sobie na cały głos: &#8211; Dlaczego zawsze wybieram zło, dlaczego takie ze mnie bydlę? Szedłem przez park płacząc i nawet nie zauważyłem, kiedy ktoś się do mnie przyłączył, a potem położył rękę na moim ramieniu. Wypełniła mnie radość, pokój, poczułem słodycz ukojenia i nieopisane szczęście. Usłyszałem jakby wewnętrzny głos &#8211; Człowieku, to po co Ja ciebie wypuściłem z więzienia? Uporządkuj wnętrze swoje, bo jakbyś miłości w sobie nie miał, już by ciebie nie było. Myślałem, że oszaleje, gdy słodycz i radość minęły. Ujrzałem wtedy wszystkie grzechy od dzieciństwa &#8211; wszystkie świństwa i łajdactwa, samo zło. To wszystko biczowało do krwi Jezusa Chrystusa, a On mi mówi, że mnie kocha, że ja mam w sobie miłość, że nie jestem samym złem! Dwa tygodnie nie mogłem ani jeść, ani spać… i te ciągłe podszepty zła, abym dalej pił, kradł, kłamał i kręcił, abym nie ufał Jezusowi, bo On takich jak ja nie potrzebuje. Zobaczysz, wyrzucą ciebie z tego domu, należysz do nas, do zła. Nie masz żadnych sakramentów!!! Nagłe skoki temperatur, duszenie ciężarem grzechów, ataki demona, który robił wszystko, abym się nie zmienił. Po dwóch tygodniach wewnętrznej walki wszedłem do kaplicy domowej i przed obrazem Jezusa Miłosiernego padłem na kolana &#8211; Boże, błagam Cię o ratunek! Bądź moim Panem do końca moich dni. Nie chcę już pić, ćpać, kraść, czynić zła, chcę normalnie żyć. Nie chcę być Judaszem w domu mego Pana, niech się dzieje zawsze Twoja wola. Panie Jezu Chryste, nigdy więcej moja. Bądź moim Panem, Jezu! Po tych słowach poczułem w sercu spokój i nieopisaną radość, eksplozję radości. Cała kaplica wypełniła się słońcem i zobaczyłem cały mój świat w innych barwach, kolorowy i radosny, uśmiechnięci ludzie, piękna przyroda. Chciałem krzyczeć z radości, że Jezus żyje i w tym stanie pobiegłem do kościoła, a później do Leszka. Opowiedziałem mu o wszystkim, wyznałem kim byłem, co robiłem, zrzuciłem przed nim wszystkie swoje maski. Powiedziałem też, że nie mam żadnych sakramentów. Obaj płakaliśmy ze szczęścia. Leszek zadzwonił do proboszcza parafii pw. bł. bp Kozala i zacząłem chodzić na nauki przygotowujące do chrztu. Dnia 3 lutego 1993 r. przyjąłem chrzest i I Komunię św. Wcześniej odbyłem generalną spowiedź z całego życia, do której przygotowywałem się całą noc, spisując wszystko dokładnie, aby potem powiedzieć Panu Jezusowi całą prawdę, nie zapominając o niczym. Przed przyjęciem Jezusa chciałem mieć serce jak najczystsze. Sakrament pokuty i pojednania przeżyłem bardzo głęboko. Namacalne spotkanie z Bogiem uświadomiło mi Jego wielką miłość do nas. Po chrzcie i I Komunii św., poczułem się jak dziecko. Zrozumiałem wtedy, co oznacza powtórnie się narodzić &#8211; stać się nowym stworzeniem z ducha, nie z ciała. Wtedy to, podczas uroczystej Mszy św., otrzymałem po modlitwie wstawienniczej słowo: dziękczynienie za łaskę nawrócenia z Pierwszego Listu św. Pawła do Tymoteusza (I Tm 1, 12-17). Pan uzdrowił mnie całkowicie z alkoholizmu, lekomanii, narkomanii i całego mojego zła, uwrażliwił moje sumienie i dał nowe życie. Uzdrowił całkowicie &#8211; zabrał to wszystko, jakby nigdy nie istniało. Zaczęło się moje nowe życie dla Pana i Jego chwały. Rzuciłem się w wir pracy dla bezdomnych, dla alkoholików, dla biednych i chorych. Zacząłem uczestniczyć w modlitwach i pielgrzymkach. W działalności wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym, w grupie Żywego Różańca, ale przede wszystkim wszystkie swoje sprawy oddawałem Miłosierdziu Bożemu. Nadszedł dzień bierzmowania i już umocniony darami Ducha Świętego powróciłem po przerwie do zakładu karnego. Nie buntowałem się, wiedziałem, po co tam wracam, zrozumiałem już wcześniej usłyszane w sanktuarium Brata Alberta, a później w kalwarii Zebrzydowskiej słowa: Nie wyście mnie wybrali, lecz Ja was wybrałem. Już pierwszego dnia pobytu w więzieniu, w celi ogólnej, dałem świadectwo wiary i odmówiłem różaniec, po którym otrzymałem słowo: Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr (czyli Skała), i na tej Skale zbuduję Kościół mój, a bramy piekielne go nie przemogą (Mt. 16, 18). Niebawem stało się to wszystko, co Pan powiedział &#8211; powstało Bractwo Modlitwy i Trzeźwości “Arka” w jednym zakładzie karnym, potem w drugim, trzecim itd. Grupy modlitewne recydywistów modlących się o przemianę własnego życia, za wszystkich, których skrzywdziliśmy, za nasze rodziny, o łaskę przebaczenia. “Arka” płynie do dzisiaj. W międzyczasie powstał biuletyn, a teraz już gazeta “Dobry Łotr”. Pielgrzymki więźniów do sanktuariów maryjnych, przyjmowanie brakujących sakramentów w zakładach karnych &#8211; to wszystko Jezus Chrystus czyni dzisiaj, bo On jest, żyje, przemienia nas! Doczekałem się ułaskawienia. Cały czas ewangelizuję, nie tylko w więzieniach, ale też i w kościołach, szkołach, klubach AA, podczas pielgrzymek. Pan się mną chwali, aby w pełni ukazać swoje Miłosierdzie. To On dał mi zdolności i siły do napisania książki “Wiara i życie nie tylko w obrazach” (2 tys. egzemplarzy rozeszło się w Polsce i na świecie). W 1996 r. otrzymałem łaskę malowania obrazów, aby jeszcze pełniej i do większej liczby osób docierać z Dobrą Nowiną, że Jezus żyje! Otrzymałem też błogosławieństwo od Ojca Świętego, jak też uznanie Światowego Bractwa Więziennego (Prison Fellowship International), które wyróżniło mnie dyplomem za duży wkład i zaangażowanie w ewangelizację. Od 10 lat jestem nowym człowiekiem, bo Jezus nadał mojemu życiu sens. Pojednałem się z rodziną i tymi, których wcześniej skrzywdziłem. Żyję dla Jezusa i mówię o Nim na spotkaniach, rekolekcjach, poprzez wystawy i moje wiersze &#8211; modlitwy. Głoszę chwałę i dziękczynienie za ten ogrom łask i darów, które Pan Bóg daje tylko za to, że jesteśmy. On czeka także na ciebie, bracie i siostro. Na mnie czekał 35 lat po to, aby obdarzyć mnie nowym życiem, życiem pełnym radości. Teraz wiem, gdzie udać się po pomoc i wsparcie w trudnych chwilach. Msza św., sakrament pokuty i pojednania, Eucharystia, modlitwa (moja ulubiona to Koronka do Miłosierdzia Bożego &#8211; Różaniec) to Droga, która uwalnia, uzdrawia wszystko łaską Miłości, obecnej we wszystkich tabernakulach i na ołtarzach całego świata &#8211; bo jest to miłość naszego Pana, Jezusa Chrystusa do nas &#8211; ludzi.</p>
<p>Chwała Tobie Panie Jezu za wszystko, co uczyniłeś i czynisz codziennie dla mnie i wszystkich ludzi!<br />
Kazimierz Pawłowski</p>
<p>Kontakt z Kazimierzem Pawłowskim:</p>
<p><strong>Rzeszowskie Towarzystwo Pomocy im. Św. Brata Alberta</strong><br />
Hostel <strong><em>“BOŻY DAR”<br />
</em></strong>ul.Krakowaska 64c<br />
<strong>35-111 Rzeszów</strong></p>
<p>tel kom.  0692 529 835 <span style="font-size: x-small;"> </span><span style="font-size: xx-small;"> </span></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/2010/01/jezu-ufam-tobie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
<enclosure url="http://bractwowiezienne.bydgoszcz.pl/cms/wp-content/uploads/2009/06/wywiad-z-kazimierzem-radio-via.mp3" length="6713887" type="audio/mpeg" />
		</item>
	</channel>
</rss>

