Niech się Bóg zmiłuje… świadectwo Adriana cz.2

droga
„Niech Bóg się zmiłuje nad nami, niech nam błogosławi

Niech rozpromieni nad nami swe oblicze.

Aby na ziemi znano Jego drogę

Jego zbawienie – pośród wszystkich ludzi… ”

 

Tak mogę zacząć to świadectwo od fragmentu Psalmu 67, które jest moim drugim świadectwem. Może po przeczytaniu tych słów, otworzą się oczy – co niektórym. Pójdą drogą Ewangelii i jedynie czym będą się kierować w życiu to słowami Pana.    Ponad pół roku temu napisałem świadectwo o swoim nawróceniu, oraz o tym jak Bóg mi pomógł, jak dużo dała mi modlitwa do Pana. Bóg jest przy mnie nadal i z dnia na dzień coraz bardziej odczuwam Jego miłosierdzie. Pr5zez wszystko to co dla mnie robi.

Ale nie tylko Pan mi pomaga, bo w grudniu ubiegłego roku przyjąłem Święty Szkaplerz. Zacząłem się mocniej modlić do Maryi. Choć odprawiałem różaniec, kiedy tylko miałem okazję nie czułem miłości Maryi tak jak teraz. Święta Maryja Matka swoich dzieci  przyodzianych w szatę szkaplerzną daje nam wiele radości w życiu. Spełnia moje prośby, które kieruję do Niej w trakcie modlitwy, jest przy mnie w dzień i w nocy. Czuwa nade mną bezustannie. A ja staram się jak tylko mogę nie zawieść Matki, jak również Boga.

     W sprawach wiary, tym bardziej tu w zakładzie karnym, spotykam się często z negatywnym nastawieniem innych skazanych. Z bluźnierstwami, obrazą Pana oraz Maryi. Często się modlę, żeby Pan im przebaczył i otworzył oczy. Bo nie są świadomi grzechu, który popełniają.

   Osobiście mogę powiedzieć, że wiara i modlitwa dużo nam daje w życiu. Mój syn Kacper,  wygrał walkę z nowotworem. Jest zdrowy, choć po chemii, którą kiedyś przechodził ma kłopoty ze słuchem i teraz nosi aparat słuchowy. Najmłodsza córka Zuzia, która urodziła się z chorobą wieńcowa, prawdopodobnie będzie miała astmę oskrzelową, ale dzięki Bogu i Maryi wierzę, że z wiekiem się z tego wyleczy. Moja najstarsza córka Wiktoria  w maju tego roku będzie szła do I Komunii Świętej. Jestem z niej bardzo dumny, bo bardzo szybko nauczyła się modlitw, a religia jest jednym z jej ulubionych przedmiotów. Jestem też wdzięczny Panu i Maryi, bo modląc się codziennie, proszę o siłę dla żony, która została sama z trójką dzieci i łatwego życia nie ma.

     Teraz swoją karę odbywam na Oddziale Zewnętrznym. Raz w tygodniu wychodzę do   CARITAS-u, gdzie pracuję jako wolontariusz. Jestem szczęśliwy z powodu tej pracy, bo mogę pomagać innym. Zaliczam samodzielne wyjścia, które mogą mi pomóc wrócić szybciej do dzieci i do żony. Lecz wszystko to jest w rękach Boga, bo to On o wszystkim decyduje. Czy na to zasłużę? Nie wiem! Pod koniec marca z Zakładu Karnego jedziemy na Jasną Górę. Nie mogę się już doczekać, bo jeszcze nigdy  tam nie byłem. I będzie to dla mnie coś nowego, bo nigdy w życiu nie byłem na pielgrzymce. Będzie to na pewno jeden z wielu kroków, by stać się lepszym człowiekiem.

      Świadectwo to piszę by podzielić się z Wami radością życia, które choć za murami i z dala od dzieci i żony, dzięki codziennym modlitwom i łasce Pana jest tak cudowne.

Moje zagłębiania się w naszą wiarę nie było takie proste. Oprócz tego, że wierzę i kocham Boga potrzebny był jeszcze jakiś impuls, coś co by mnie pokierowało. Daleko szukać nie musiałem. Od początku wyroku miałem to obok siebie.

      Ten impuls to jest dwóch wolontariuszy z Bractwa Więziennego ARKA. Są to ludzie, którzy niosą pomoc i głoszą słowo Pana z serca i miłości do bliźniego. Ci, którzy mnie znają i chodzą ze mną na Msze Święte oraz na spotkania Arki wiedzą, że piszę o Ani  i o Tadeuszu. O ludziach głęboko oddanych Bogu. O ludziach, którzy są w stanie każdego pokierować i pokazać właściwą drogę. Drogę prawdy o miłości. To właśnie przyglądając się Ich czynom, patrząc na to co robią i ile wkładają w to serca, zrozumiałem i doszło do mnie, że to jest właśnie ten impuls, który tak bardzo był mi potrzebny.

Są to ludzie, z których biorę przykład. Na każde spotkanie z ARKĄ czekam z niecierpliwością. Serce mi się raduje, że ten dzień to już dziś, że razem z Nimi mogę pogłębiać wiedze o Bogu. I jestem dumny, że mogę zrobic coś dla nich, dla innych i dla samego siebie. Dodam jeszcze, że są to ludzie, których Pan wybrał i przysłał do nas, że Pan przekazuje Ewangelie przez Nich. Ja to tak odczuwam. Powiem Wam, że nie wyobrażam sobie spotkania ARKI ze skazanymi bez Tadeusza i Ani. W szczególności bez Ani, kobiety, która ma złote serce, która jest dla mnie jak Matka, której zawdzięczam naprawdę bardzo, bardzo dużo. Wracając do Tadeusza działa On jak mechanizm napędzający, na każdym spotkaniu i na każdej Mszy Świętej. Jest to człowiek, po którym widać radość, że może przebywać z nami, ze skazanymi, że może nam pomóc, nauczać nas, że może być z nami z ludźmi, którzy kiedyś zbłądzili. Teraz On wraz z Anią pokazują nam drogę prawdy.

      W Piśmie Świętym jest napisane jak Jezus Chrystus nauczał, co przekazywał. Jak kiedyś Jezus powiedział do Szymona zwanego Piotrem i do brata Jego Andrzeja „Chodźcie za mną a uczynię Was rybakami ludzi”. I mnie udało kilka razy być rybakiem. Są skazani, którym pokazałem drogę, zdjąłem mgłę z oczu. Choć było to w innym więzieniu, wiem że ci skazani nadal chodzą na spotkania z ARKĄ i na Msze Święte. Za to dziękuję Bogu, Maryi i ludziom, od których ja się wszystkiego uczę Ani i Tadeuszowi.

     Świadectwo to spisałem po to by pokazać innym drogę prawdy, drogę którą pokazują nam Ania i Tadeusz. To świadectwo jest dla Was.

                                              Z Panem Bogiem i Maryją

                                                                    Adrian

Jeśli spodobał Ci się ten wpis, rozważ jego skomentowanie lub skorzystanie z RSS-a i w konsekwencji otrzymywania informacji o nowych wpisach do Twojego czytnika.

Komentarze

Brak komentarzy.

Wybacz, komentowanie tymczasowo zabronione.